Drugi dzień VII Festiwalu Prapremier w Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu rozpoczął się prezentacją pierwszego spektaklu konkursowego. Poznański Teatr Animacji zaprezentował spektakl „Czarna owca, biały kruk”, oparty na motywach książki “Figgrotten” autorstwa April Stevens. Adaptację przygotowali Ewa Galica i Mariusz Gołosz, a reżyserii podjęła się Ewa Galica. Przedstawienie uderza swoją szczerością, psychologiczną głębią i oryginalną formą sceniczną. To opowieść o rodzinie zmagającej się ze stratą ojca i męża, próbującej na nowo zbudować więzi i odnaleźć wspólny język.
Motyw wspólnego stołu powraca przez cały spektakl, stając się jego osią i symbolem rodzinnych relacji. To przy nim bohaterowie zasiadają raz po raz, ale zamiast bliskości pojawia się wyraźny dystans i brak porozumienia. Choć siedzą obok siebie, w rzeczywistości dzielą ich całe światy. Atmosfera jest gęsta od niewypowiedzianych słów, żalu i narastających pretensji. Można odnieść wrażenie, że w ich „domowym menu” serwuje się mrożonkę z frustracją w sosie wzajemnych oskarżeń, a na deser podaje się solidną porcję nieporozumień. Obraz ten oddaje napiętą temperaturę relacji między bohaterkami – matką i dwiema córkami. Wszystkie trzy łączy tęsknota za nieobecnym ojcem i mężem, która mogłaby stać się mostem między nimi, lecz w rzeczywistości oddala je od siebie jeszcze bardziej. Mechanizmy obronne uruchomione po stracie zamiast zbliżać, pogłębiają podziały.
Mama Ania, choć fizycznie obecna, emocjonalnie jest daleko – ucieka w pracę, próbując w ten sposób poradzić sobie ze stratą. Starsza córka Aśka czuje się niewidzialna i zapomniana; odreagowuje głośno, w muzyce – pulsujący bas staje się jej głosem i jedynym sposobem, by przypomnieć światu o swoim istnieniu. Zgniłka (Zośka), młodsza córka, miłośniczka natury i samozwańcza fanka turpizmu, po śmierci ojca całkowicie zamyka się w sobie. Uczy się mowy ptaków, a na swoich towarzyszy wybiera kruki – stworzenia z natury mało towarzyskie.
Metafory białego kruka i czarnej owcy w tym spektaklu są wyjątkowo celne. Zgniłka pragnie być wyjątkowa i inna – jak biały kruk – jednak równocześnie potrzebuje przynależności, „stada”, które da jej poczucie bezpieczeństwa. Aśka z kolei jawi się niczym czarna owca – buntuje się, prowokuje, krzyczy o uwagę, wchodzi w konflikty, czasem drażni domowników. Wszyscy w domu dewaluują jej emocje, a jej głośne zachowanie jest wyraźnym sygnałem: „Zauważcie mnie!”, choć często odbija się ono od obojętności rodziny. Obie siostry są inne, obie pozostają na marginesie rodzinnej wspólnoty – Zgniłka w wycofaniu i cichej samotności, Aśka w otwartym buncie i prowokacji – a ich poczucie osamotnienia jedynie się pogłębia.
Scenografia spektaklu tworzy kilka wyraźnych przestrzeni, które pomagają widzowi śledzić życie bohaterów. W lewej części sceny znajduje się fragment mieszkania – kuchnia z krzesłami i stołem jadalnianym, będącym centrum rodzinnego życia, w którym jednak widać dystans i napięcia. Za jadalnią stoi skała przypominająca fotel – miejsce, gdzie bohaterowie mogą na chwilę się wycofać i pobyć sami ze swoimi myślami. Po prawej stronie znajdują się składane ściany pokoju Zgniłki, wyglądające jak duży sejf, który magazynuje jej emocje: można go zamknąć i odgrodzić od świata albo otworzyć – choć pozostaje pytanie, kto chciałby go otwierać.
W pokoju Zgniłki poznajemy Lucy – niezwykłą postać, lalkę-kościotrupa o wysokości około metra. Jej gąbczasta głowa z jednym okiem (drugie zgniło) i modułowy korpus, odpinany od szyi aż po kostki, przypomina szkolny model anatomiczny australopiteczki. Choć jest zbudowana z kości, Lucy jest zadziwiająco gibka i energiczna. Lalkę stworzoną przez Karolinę Krot animuje Marcin Chomicki, nadając jej wyrazistą osobowość – zadziorną, psotną, autentycznie „żywą”. Lekka i plastyczna, gąbczasta czaszka umożliwia subtelną mimikę i ekspresyjne animowanie, co zasługuje na szczególne wyróżnienie. Lucy przyciąga uwagę widza i wnosi do historii własny temperament. Lalka jest wytworem wyobraźni Zgniłki – dziecka, które poprzez nią znajduje poczucie bezpieczeństwa i komfort. Wspomnienia wspólnych zabaw z ojcem, który niegdyś dzielił z nią tę lalkę, nadają Lucy dodatkową warstwę emocjonalną, czyniąc z niej zarówno partnera do gry, jak i punkt odniesienia dla dziecięcego świata bohaterki.
Cały spektakl spowija obecność czterech kruków, które niemal wiszą nad akcją, ustawiając nastrój i nadając wydarzeniom niepokojący ton. W jednej scenie kruki wykonują dynamiczną choreografię – wpadają w szał, rozszarpują wszystko w mieszkaniu, w którym toczy się akcja. Ich zachowanie może być odczytane jako metafora rozdrapywania ran – nie tylko w sensie fizycznym, ale i emocjonalnym, ukazując napięcia i niewypowiedziane żale w rodzinie po stracie ojca. Dzięki tej kombinacji statycznej obecności i dramatycznej interwencji spektakl zyskuje niepokojącą, symbolicznie naładowaną warstwę, która współgra z fantastycznym światem i emocjonalnym rozedrganiem bohaterów.
Wkrótce w życiu Zgniłki pojawia się Piotrek – nowy kolega z klasy, który również zmaga się z trudnościami w relacjach z rodzicami. Ich wspólna wrażliwość i fascynacja ptakami pozwala odnaleźć porozumienie i zbudować więź. Dzięki tej przyjaźni Zgniłka stopniowo otwiera się na świat i innych ludzi. Kulminacyjny moment spektaklu przynosi pojednanie z matką, która z pokorą przyznaje się do swojej emocjonalnej nieobecności. Zgniłka godzi się także z Aśką – po jej nieudanym koncercie wspiera siostrę, zapewniając ją o jej pięknie i wyjątkowości. Obie zaczynają na nowo dostrzegać swoje emocje.
Finał spektaklu jest pogodny i ciepły, choć nie zaskakuje. Przy stole zasiada cała rodzina, a wraz z nimi Piotrek. Atmosfera domowego posiłku podkreślona jest wspólnym śpiewem, który brzmi niczym oddech ulgi po długim czasie milczenia.
Spektakl opowiada o prawie do niedoskonałości – o tym, że wolno nam czuć, złościć się, milczeć i tęsknić – przeżywać po swojemu. Jest to także historia o przezwyciężaniu lęku przed kontaktem z innymi, bo tylko wychodząc z własnej „jaskini” możemy spotkać drugiego człowieka. Równocześnie przedstawienie uważnie obserwuje, jak dzieci przeżywają żałobę i w jaki sposób rodzina może stać się miejscem, w którym szuka się zrozumienia i wsparcia. Spektakl pokazuje też różnorodne mechanizmy radzenia sobie z emocjami i stratą – od wycofania i zamknięcia w sobie, poprzez bunt i prowokację, aż po poszukiwanie bliskości i przyjaźni. Twórcy nie moralizują, lecz subtelnie pokazują, że nawet jeśli jesteś „białym krukiem” lub „czarną owcą”, wciąż możesz odnaleźć swoje miejsce przy rodzinnym stole.
Autor: Ania Kruk, "Teatr Lalek" Pismo
Data publikacji: 16.09.2025
Źródło: https://www.teatrlalek-pismo.pl/
Recenzowany spektakl: CZARNA OWCA, BIAŁY KRUK
Inne recenzje
„Czarna owca, biały kruk, reż. Ewa Galica, Poznański Teatr AnimacjiKonkursowy nurt festiwalu otworzył spektakl, który od ...”
Ania Kruk, "Teatr Lalek" Pismo, czytaj całą recenzję
„Czegóż tu nie ma! Jest niepełna rodzina, bez ojca (zmarłego, a nie rozwiedzionego), konflikty między zabieganą (siłą rze...”
Juliusz Tyszka, teatralny.pl, czytaj całą recenzję
„Przygotowania do rodzinnego obiadu. Wracająca w pośpiechu z pracy matka wyciąga mrożonki, a wściekła na wszystko i wszys...”
Adam Domalewski, kultura.poznan.pl, czytaj całą recenzję