Chomik Tygrys. Sztuka (o) przyjaźni
Monika Nawrocka-Leśnik, kultura.poznan.pl

O tym, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie, wiemy nie od dziś. Ale ilu z nas rzeczywiście poświeciłoby swój spokój i bezpieczeństwo dla drugiej osoby?

Premierowy pokaz spektaklu "Chomik Tygrys" na podstawie tekstu Maliny Prześlugi zainaugurował nowy sezon w Teatrze Animacji. Jego reżyserią zajęła się Laura Słabińska, znana poznańskiej publiczności za sprawą spektaklu "Czy umiesz gwizdać, Johanno", który dwa lata temu zrealizowała w Centrum Sztuki Dziecka.

Didżej Chomik i wyprawa w nieznane

Głównym bohaterem przedstawienia jest tytułowy Chomik, którego nazwano Tygrys. Zwierzak wiedzie niezwykle spokojne życie w klatce i jego jedynym problemem jest to, że czasami się nudzi. Prawa i Lewa Ręka karmią i głaskają go, sprzątają po nim, a on beztrosko spędza czas w kołowrotku. Jego miejsce zabaw ma formę płyty gramofonowej i zajmuje na scenie centralne miejsce. Chomik, biegając w kółko, nie tylko uruchamia muzykę, ale też napędza świadomość jałowości swojego życia.

Wszystko ulega zmianie, kiedy główny bohater poznaje Karalucha, który od ponad pół roku podbiera mu ziarno. Wydawałoby się, że taka znajomość nie ma przyszłości, bo co może łączyć uroczego futrzaka z paskudnym i budzącym wstręt u wszystkich owadem? Ale postaci, choć tak różne, znajdują wspólny język. Karaluch opowiada o swoich przygodach Chomikowi i zachęca go do poznania świata poza klatką. Jednak zniesmaczone nowym lokatorem Ręce szybko pozbywają się nieproszonego gościa. Chomik musi więc przełamać paraliżujący go strach przed nieznanym i wraz ze spotkanym po drodze Szczurem wyrusza na ratunek kumplowi.  

Przytulny i przewidywalny świat

Aktorzy pojawiają się w żywym planie, ponieważ klasycznie pojmowane lalki zostają zastąpione w spektaklu przez intrygujące kostiumy zaprojektowane przez Ewelinę Bunię. Głowa postaci jest umocowana na końcu jednego z rękawów, tak by można nią było swobodnie animować. Chomika nie pozbawiono jego atrybutu, czyli zabawnie wypchanych polików, Karaluch przypomina natomiast zieloną gąsienicę, a Szczur (Artur Romański) wcale nie jest zły i parszywy, tylko bardzo szybko skrada swoją charyzmą całe show.

"Chomik Tygrys" to kolejne przenikliwe spostrzeżenia Maliny Prześlugi na temat problemów współczesności. To sympatyczna opowieść o cudzie przyjaźni, który dotyczy każdego z nas. Ale, niestety, zabrakło mi w tej historii pewnej lekkości czy też swobody, które do tej pory towarzyszyły wszystkim sztukom autorki.

Ta nieobecność przełożyła się także na obrazy, które zaproponowała widzom reżyserka. Jej zamysł inscenizacyjny nie do końca mnie przekonał, choć w formie wyrazu, korzystając z tradycyjnych narzędzi, Laura Słabińska absolutnie nie przesadziła. Na szczęście jednak, nie ja jestem tutaj najważniejsza! Bo dzieci - a było to widać i słychać - od razu spektakl "kupiły". Dały się wciągnąć w ten przytulny i wielobarwny świat, gdzie muzyka, słowo i obraz grają równorzędną rolę. W nieco przewidywalną teatralną rzeczywistość, ale za to jak bezpieczną!

Źródło publikacji:
http://kultura.poznan.pl

Data publikacji: 22.09.2015

Recenzowany spektakl:
CHOMIK TYGRYS

Chomik Tygrys. Sztuka (o) przyjaźni
Monika Nawrocka-Leśnik, kultura.poznan.pl

O tym, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie, wiemy nie od dziś. Ale ilu z nas rzeczywiście poświeciłoby swój spokój i bezpieczeństwo dla drugiej osoby?

Premierowy pokaz spektaklu "Chomik Tygrys" na podstawie tekstu Maliny Prześlugi zainaugurował nowy sezon w Teatrze Animacji. Jego reżyserią zajęła się Laura Słabińska, znana poznańskiej publiczności za sprawą spektaklu "Czy umiesz gwizdać, Johanno", który dwa lata temu zrealizowała w Centrum Sztuki Dziecka.

Didżej Chomik i wyprawa w nieznane

Głównym bohaterem przedstawienia jest tytułowy Chomik, którego nazwano Tygrys. Zwierzak wiedzie niezwykle spokojne życie w klatce i jego jedynym problemem jest to, że czasami się nudzi. Prawa i Lewa Ręka karmią i głaskają go, sprzątają po nim, a on beztrosko spędza czas w kołowrotku. Jego miejsce zabaw ma formę płyty gramofonowej i zajmuje na scenie centralne miejsce. Chomik, biegając w kółko, nie tylko uruchamia muzykę, ale też napędza świadomość jałowości swojego życia.

Wszystko ulega zmianie, kiedy główny bohater poznaje Karalucha, który od ponad pół roku podbiera mu ziarno. Wydawałoby się, że taka znajomość nie ma przyszłości, bo co może łączyć uroczego futrzaka z paskudnym i budzącym wstręt u wszystkich owadem? Ale postaci, choć tak różne, znajdują wspólny język. Karaluch opowiada o swoich przygodach Chomikowi i zachęca go do poznania świata poza klatką. Jednak zniesmaczone nowym lokatorem Ręce szybko pozbywają się nieproszonego gościa. Chomik musi więc przełamać paraliżujący go strach przed nieznanym i wraz ze spotkanym po drodze Szczurem wyrusza na ratunek kumplowi.  

Przytulny i przewidywalny świat

Aktorzy pojawiają się w żywym planie, ponieważ klasycznie pojmowane lalki zostają zastąpione w spektaklu przez intrygujące kostiumy zaprojektowane przez Ewelinę Bunię. Głowa postaci jest umocowana na końcu jednego z rękawów, tak by można nią było swobodnie animować. Chomika nie pozbawiono jego atrybutu, czyli zabawnie wypchanych polików, Karaluch przypomina natomiast zieloną gąsienicę, a Szczur (Artur Romański) wcale nie jest zły i parszywy, tylko bardzo szybko skrada swoją charyzmą całe show.

"Chomik Tygrys" to kolejne przenikliwe spostrzeżenia Maliny Prześlugi na temat problemów współczesności. To sympatyczna opowieść o cudzie przyjaźni, który dotyczy każdego z nas. Ale, niestety, zabrakło mi w tej historii pewnej lekkości czy też swobody, które do tej pory towarzyszyły wszystkim sztukom autorki.

Ta nieobecność przełożyła się także na obrazy, które zaproponowała widzom reżyserka. Jej zamysł inscenizacyjny nie do końca mnie przekonał, choć w formie wyrazu, korzystając z tradycyjnych narzędzi, Laura Słabińska absolutnie nie przesadziła. Na szczęście jednak, nie ja jestem tutaj najważniejsza! Bo dzieci - a było to widać i słychać - od razu spektakl "kupiły". Dały się wciągnąć w ten przytulny i wielobarwny świat, gdzie muzyka, słowo i obraz grają równorzędną rolę. W nieco przewidywalną teatralną rzeczywistość, ale za to jak bezpieczną!

Źródło publikacji:
http://kultura.poznan.pl

Data publikacji: 22.09.2015

Recenzowany spektakl:
CHOMIK TYGRYS

Nie wierz stereotypom - szczur może być fajny
Stefan Drajewski, Głos Wielkopolski
W tej sztuce nic nie jest takie jak nam się dotąd wydawało. Chomik nie ma cech chomika, szczur nie kojarzy się ze szczurem. Podobnie karaluch

 

Malina Prześluga kolejny raz zaskoczyła. Można by się spodziewać, że w tej zwierzęcej bajce znajdą się jacyś ludzie. Tymczasem spotykamy tylko Ręce, duże Ręce, animowane przez Katarzynę Romańską i Piotra Grabowskiego.

Ręce opiekują się Chomikiem o imieniu Tygrys. Chomik Tygrys (Aleksandra Leszczyńska) żyje w cieplarnianych warunkach, które zapewniają mu Ręce. Jego świat ogranicza się do przytulnej klatki z kołowrotkiem - czarną płytą gramofonową. Płyta pozwala mu snuć marzenia o tym, że jest wielki i silny jak prawdziwy tygrys. Ten wyobrażony, wymyślony świat burzy Chomikowi Tygrysowi Karaluch (Marcin Chomicki). Chomik początkowo reaguje, jak każdy z nas na karalucha, z odrazą, agresją, chce go jak najszybciej unicestwić. Tymczasem bajkowy Karaluch jest całkiem schludny, jak - mówi - "Kąpałem się przedwczoraj". Niestety, Ręce czuwają. I zanim Chomik z Karaluchem zdążą się zaprzyjaźnić, do akcji wkroczą Ręce. A wtedy Chomik będzie musiał stanąć w jego obronie. W sukurs przyjdzie mu niespodziewanie Szczur, który każe się nazywać Złym i Parszywym, chociaż wcale takim nie jest.

Malina Prześluga cały czas bawi się łamaniem stereotypów: chomik wcale nie musi być tchórzliwy, karaluch - brudny, a szczur - fałszywy i budzący grozę. Pod tę zwierzęcą opowieść moglibyśmy - my dorośli - podłożyć nasze strachy i lęki. Autorka podpowiada swoim bohaterom i nam, że nie trzeba się bać na zapas, na wyrost, nie trzeba kierować się stereotypami...

Najlepiej przekonać się samemu, kim są nasi bliscy nieznajomi - w tym przypadku znakomicie wymyśleni przez Ewelinę Bunię, autorkę kostiumów-lalek i scenografii. Sceniczni bohaterowie niby kojarzą się z chomikiem, szczurem czy karaluchem, a jednak są nieco inni. Noszą w sobie cechy, które chciałyby posiąść, które spełniałyby ich wyobrażenia o sobie.

O tym kim są Chomik Tygrys, Szczur i Karaluch, przekonają się oni sami w drugiej części przedstawienia, kiedy dwaj pierwsi spróbują uratować Karalucha zamkniętego w Ubikacji. Malina Prześluga spersonifikowała kibelek (szkoda, że autorka poszła na użycie tego potocznego określenia), a Laura Słabińska wyreżyserowała ten fragment przedstawienia w konwencji horroru (bardzo dobry pomysł).

Bohaterowie przeszli niezłą próbę charakterów i wyszli z niej odmienieni.

Wielkie barwa należą się całej trójce aktorów, którzy znakomicie odnaleźli się nie tylko w postaciach, ale przede wszystkim kostiumach-lalkach, które ożywiają. Mocną stroną spektaklu są również piosenki z jednej strony bardzo dziecięce, z drugiej odwołujące się mniej lub bardziej aluzyjnie do tego, co się dzieje na dorosłej scenie muzycznej.

Źródło publikacji:
Głos Wielkopolski

Data publikacji:
21.09.2015

Recenzowany spektakl:
CHOMIK TYGRYS

Przypowieść o karaluchu, empatycznym chomiku i groźnym WC
Błażej Kusztelski, e-teatr

Malina Prześluga, autorka wielu sztuk dla dzieci, ma bez wątpienia bujną wyobraźnię, eksplodującą niecodziennymi pomysłami, zaskakującymi i niestereotypowymi. W swoich tekstach scenicznych powoływała już na scenę zaiste postacie niezwykłe, na przykład: słowa, ucho, rury, bakterie, sałatkę grecką, antenę telewizyjną, torbę plastikową z "Żabki" czy nawet... gołębią kupę. Tym razem bohaterami sztuki "Chomik Tygrys" czyni autorka między innymi karalucha i papier toaletowy, a wydarzenia umieszcza nawet w... klozecie.

 

Marek Waszkiel, dyrektor Teatru Animacji, miał chyba rację, urządzając konkurs na scenografię do tej sztuki. Od sposobu wizualizacji zależy przecież w wielkim stopniu wizja przedstawienia, w którym grać mają nie tylko zwierzęta, ale i przedmioty, i w którym de facto zdarzeń jest niewiele, bo fabuła raczej uboga. Konkurs na scenografię wygrała Ewelina Bunia i to jej projekt zadecydował w dużym stopniu o kształcie spektaklu reżyserowanego przez Laurę Słabińską. Scenografka wpadła na ciekawy koncept, aby kołowrotek dla chomika, raczej na scenie niemożliwy do "ogrania", zastąpić płaską płytą grającą, na której miałby się tytułowy bohater kręcić, uruchamiając każdorazowo niczym igła gramofonową muzykę. Ale "w praniu" ten pomysł kompletnie nie wypalił, przerósł możliwości techniczne teatru. Za to bez wątpienia efektowną okazała się wizja klozetu, a raczej demonicznej rolki papieru.

 

Nic jednak nie zgadza się z treścią teatralnej reklamówki: ani to bowiem ciepła opowieść, ani zabawna, a piosenek - tyle, co kot napłakał, i nie tyle nawet piosenek, co śpiewanych króciutkich rymowanek (zresztą na bakier z dykcją). O przygodach też trudno mówić - bo właściwie jest tylko jedna, chyba że za przygody uznać pojawienie się w świecie Chomika nieznanych mu istot (Karalucha i Szczura), innych niż animowane wielkie dłonie opiekuna-właściciela. Także improwizowane "rozmowy" z dziećmi - które zachwala reklamówka - to zaledwie nieliczne próby wywoływania raczej zwykłego odzewu z widowni, jak w wielu innych dziecięcych przedstawieniach. Trudno też przyjąć, że to opowieść o przyjaźni. Po prostu domowy Chomik polubił swych pierwszych koleżków i postanawia uratować Karalucha (nieciekawy kostium), którego ludzkie dłonie przeznaczyły do spuszczenia w kanał. Warto mieć przecież koleżkę czy znajomka, i warto pomóc mu w potrzebie, aby go nie stracić. Zwłaszcza gdy żyje się w kokonie troskliwych rąk, gdy doskwiera nuda, samotność i brak rówieśników, a zabawki - zwłaszcza zepsute lub nieudane (jak owa płyta) - nie wypełniają potrzeb emocjonalnych i rozwojowych.

 

KLOZETOWA OŚMIORNICA

"Chomik Tygrys" to sztuka dla dzieci przedszkolnych, ani śmieszna, ani wzruszająca, ani jakoś specjalnie teatralnie efektowna, za to przegadana na pewno. Pierwsza część przedstawienia przez dłuższy czas przynudza, jest bez wigoru i ciekawszych dialogów, bez interesujących zdarzeń czy intrygującej teatralizacji. Dopiero pojawienie się Szczura przynosi wyraźne ożywienie dzięki wizualizacji tej postaci (zdecydowanie najbardziej udany, zabawny i funkcjonalny kostium). W dodatku sceny Szczura z Chomikiem rozgrywane są w konwencji bliskiej komedii dell'arte za sprawą i żywszych dialogów i bardziej dynamiczniej gry, i zgrabnej animacji "kukieł"-kostiumów (Artur Romański w roli Szczura wypada zdecydowanie najlepiej). Szkoda, że konwencja zabawy, błazenady, nie przenika całego przedstawienia; ale też prawdę mówiąc, dialogi nie bardzo temu sprzyjają. W drugiej części całkiem udana jest sekwencja w WC, prezentująca efektowny horror ubikacyjny, w którym w roli "krzesła elektrycznego" występuje zabawnie groźna rolka papieru toaletowego, który ma być śmiertelnym całunem dla zamkniętego dotąd w pudełku Karalucha. Pudełko wygląda jak szklana trumna-sarkofag, a rolka papieru przybiera postać drapieżnego czy raczej bezdusznego mechanicznego potwora, zbudowanego z wielu członów - rolek papieru, które w dodatku rozwijają się na różne strony i wiją groźnie niczym macki ogromnej ośmiornicy.

 

SZLAG TRAFI IDEĘ

Nie zadziała jednak w tym przedstawieniu zakładana zapewne teza, że ktoś odrzucany, brzydki i na pierwszy rzut oka odpychający także wart jest, by się z nim zakolegować i mu pomóc, gdy będzie taka potrzeba. Bo szczur i karaluch (licentia poetica niczego tu nie zmieni) nie bardzo się nadają do tego typu pedagogizacji. Nie da się czynić odległych skojarzeń z chorymi, biednymi, odrzuconymi, grubymi, małymi czy kolorowymi itd. Oczywiście spośród fauny spotykanej w domach, w mieszkaniach, karaluch czy szczur faktycznie nadają się do roli społecznych outsiderów, ale jak odpowiedzieć małemu widzowi, który po jakimś czasie zapyta serio: dlaczego chcesz, tatusiu, zabić tego karalucha? Albo zechce znaleźć mu schronienie w swoim dziecięcym pudełeczku? Ęęę? Czy aby przedszkolny spektator nie dozna dysonansu poznawczego: ma się przecież solidaryzować z karaluchem, ma mu współczuć, choć wie, że to wstrętny prusak, i że po wyjściu z teatru, kiedy przyjdzie się zderzyć z rzeczywistością, zawoła z obawą lub odrazą: "Mamo, mamo, tam karaluch siedzi!". I zbożny przykład Chomika szlag trafi.

Źródło publikacji:
e-teatr

Data publikacji:
22.09.2015



Recenzowany spektakl:
CHOMIK TYGRYS

Chomik Tygrys w Teatrze Animacji. Recenzja
Magdalena Woźniak, dziecipoznan.pl

Na Chomika Tygrysa w Teatrze Animacji wybrałam się w przedpołudnie w dzień powszedni. Na widowni zasiadły głównie grupy- przedszkolaki i dzieci wczesnoszkolne w towarzystwie ledwie kilkorga dorosłych.
I bardzo dobrze,  bo dzięki temu dowiedziałam się wiele o tym, jak reagują na Chomika Tygrysa dzieci.
Pozwólcie więc, że zamiast pisać o swoich wrażeniach, oddam głos dzieciom.

Spektakl zaczyna się od wielgaśnych dłoni, które wsuwają się na scenę. Wyglądają one nieco śmieszno-dziwacznie, nic dziwnego, że bardzo to dzieci bawi.  Dłonie kryją  w sobie zwierzątko, sympatycznego, przytulnego rudzielca. W ten sposób dowiadujemy się, że jesteśmy w klatce chomika. Chomik przedstawia się: jestem Tygrysem!  Dzieci na widowni protestują, bo wyraźnie im się to nie zgadza.  Nie zgadza im się też to, że Tygrys twierdzi, że przeżywa przygody i wykazuje się odwagą na swoim kołowrotku.

W ułożone, wygodne życie Tygrysa wkracza Karaluch, gość z prawdziwego świata, który zaprzyjaźnia się z Tygrysem. Niestety, ręce (te, które tak pięknie dbają o chomika Tygrysa) brutalnie porywają Karalucha do UBIKACJI, aby się rozprawić ze „wstrętnym robalem”. Chomik Tygrys musi więc zebrać odwagę (a tej ma niewiele) i wyruszyć w świat, aby uratować przyjaciela.
W drodze poznaje Złego i Parszywego szczura. Właściwie dzieci poznają szczura zanim wejdzie na scenę, dlatego, że pojawia się on najpierw na widowni. Dzieciaki piszczą więc i krzyczą, trochę z zaskoczenia, trochę z ekscytacji. Chwilę potem okazuje się , że Zły i Parszywy jest całkiem sympatyczny i chce pomóc Tygrysowi. Dzieci zagrzewają bohaterów wymyślonymi okrzykami i wspólną piosenką na odwagę.

Akt pierwszy kończy się nawoływaniem do wyprawy do UBIKACJI. Całkiem z resztą słusznie, bo małym dzieciom nigdy za wiele przypominania, czy nie potrzebują siusiu Wink

Drugi akt to akcja ratowania Karalucha z otchłani UBIKACJI. Jest więc groteskowo groźnie, gdy zbudowana w wielgaśnych papierów toaletowych konstrukcja grozi połknięciem. Jest też trochę humoru toaletowego a nawet urwane w pół słowa przekleństwo. Dzieciaki chichrają się i tupią z zachwytu, gdy okazuję się, że w toalecie można nawet mówić brzydko. W najważniejszej scenie, Chomik brawurowo zatyka UBIKACJĘ szczotką toaletową ratując przyjaciół. Dzieci wiwatują i razem z bohaterami śpiewają końcową piosenkę.

Chyba nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że bardzo się to wszystkim dzieciom podobało. Chomik Tygrys jest przede wszystkim bardzo łatwym, angażującym w odbiorze spektaklem. Historia jest dość prosta i łatwo ją śledzić nawet czterolatkowi. Dzieci mają też okazję włączyć się, pokrzyczeć i pośpiewać. Oczywiście pytania do widowni niosą te ryzyko, że można usłyszeć nie tę odpowiedź, na którą się czekało, albo że widz się zbytnio rozochoci, ale moim zdaniem, to dodaje uroku i dowodzi odwagi twórców.

Być może interaktywność i rozrywkowość spektaklu powoduje, że główne przesłania historii lekko schodzą na drugi plan. A jest to przecież sztuka o przyjaźni, przełamywaniu stereotypów i odwadze, która drzemie w każdym.  Mam nadzieję, że dzieciakom udało się nieco z tej lekcji wynieść. Jeśli jednak tylko (i aż) świetnie się bawiły, to i tak polecam Chomika Tygrysa. Jest to jeden z niewielu spektakli, które można bez naciągania polecić już czterolatkom. Dorośli, jeśli uda im się przymrużyć oko, też mogą się na nim dobrze bawić.

Źródło publikacji:
http://dziecipoznan.pl/

Data publikacji:
21.09.2015

Recenzowany spektakl:
CHOMIK TYGRYS

Ocena: dostateczny
Ewelina Szczepanik, teatrdlawas.pl

Malina Prześluga jest bodaj najpopularniejszą w Polsce autorką sztuk teatralnych dla dzieci. Reżyserzy i widzowie cenią jej poczucie humoru, umiejętność zabawy słowem, komiczny dystans. Faktycznie, większość jej tekstów cechuje się właśnie tymi przymiotami, jednak najlepszy nawet tekst (że nie wspomnę o słabszym) stanie się w rękach przeciętnego reżysera też co najwyżej znośny. I to właśnie casus ostatniego widowiska w reżyserii Laury Słabińskiej.

„Chomik Tygrys” to spektakl do bólu przeciętny. Nie porywa w nim zupełnie nic, żadne rozwiązanie sceniczne nie olśniewa, żaden składnik widowiska nie zostaje w pamięci na dłużej niż kilkadziesiąt minut. Szumnie zapowiadane w programie „wpadające w ucho piosenki” to jedna melodyjka ze zmienianym tekstem, bazującym na rymach raczej częstochowskich. Reszta warstwy muzycznej, niestety – choć mogłaby wszystko ożywić – niknie gdzieś niemal od razu. Scenografia banalna, nijak nie wykorzystuje potencjału tematu – a przecież połowa akcji dzieje się w klatce! Na ile ciekawych sposobów można ukazać w przestrzeni sceny samotność, odosobnienie, swoisty mikroświat... A tutaj mamy tylko kilka ruchomych białych ekranów i wielką czarną płytę winylową, symbolizującą kołowrotek, zabawkę chomika. Gdyby jeszcze resztę scenografii, tę niedopowiedzianą przestrzeń przynależną Tygrysowi, malowało światło, można by jakoś przeboleć. Niestety, reżyseria światła ograniczyła się do kilku zmian kolorystycznych i przełączania między oświetleniem całkowitym a reflektorami punktowymi.

Sytuację ratują kostiumy – barwne, fantazyjne, pobudzające wyobraźnię. Nie są do końca autonomiczne i nie są też lalką – aktor, przyodziany w taki kostium, staje się postacią, a jednak zachowuje dystans, animując obiekt. Ciekawa to sytuacja i choć daleko poznańskim aktorom do precyzji Dudy Paivy, wykorzystującego często tę samą technikę animacji (ukryty w kostiumie, porusza nawet sztuczną ręką, która stanowi element stroju), ogląda się to przyjemnie, płynnie.

Płynności nie zapewnia natomiast dramaturgia. Ot, niby to rzecz i o przyjaźni, o symbolicznym i dosłownym wyjściu z klatki, szukaniu w sobie odwagi. Tymczasem po nieco zbyt długim wstępie – chodziło chyba o oddanie nudy, która ogarnia Tygrysa – akcja dramatyczna rozwiązana zostaje w niecały kwadrans, co dosyć poważnie zaburza proporcje widowiska. Nie pomaga dowcip, czasem jakby wymuszony, czasem zupełnie bezpretensjonalny. Nie pomagają tu i ówdzie zarzucone przez autorów wędki – aktorzy nie podłapują kontaktu z widownią tak, jak sugeruje tekst, nie wykorzystują głosu widzów, a to znacznie ubarwiłoby decydujące momenty.

Żaden element spektaklu nie jest jednoznacznie kiepski, bez wyraźnego pomysłu, wszystko jest – posługując się szkolną skalą – dostateczne. Ale to tylko ocena dostateczna, bez niczego wyróżniającego. Takie spektakle są chyba największą zmorą widza – po jakimś czasie, jak w przypadku „Chomika Tygrysa”, nie zostaje po nich nic w pamięci. Nie taki chyba powinien być teatr dla dzieci...

Źródło tekstu: 
www.teatrdlawas.pl

Data publikacji:
23.09.2015

Recenzowany spektakl:
CHOMIK TYGRYS

Jakiś chłopiec siedzi ci na plecach
Joanna Ostrowska, teatralny.pl

Istnieje przekonanie, że najgorzej wychodzi drugi spektakl po premierze – wiadomo: opada napięcie premierowe, bankiet i tak dalej. Przyjmijmy, że tak właśnie jest, i moje rozczarowanie Chomikiem Tygrysem Maliny Prześlugi w reżyserii Laury Słabińskiej jest wynikiem „klątwy drugiego spektaklu”.

Z której strony by nie patrzeć, coś było nie tak z tym przedstawieniem: jakby nie był to tekst Maliny Prześlugi, jakbym na scenie nie widziała dobrych przecież aktorów, jakby nie był to świetny Teatr Animacji, a jakaś grupa robiąca „bajeczki dla dzieci”. 

Chomik Tygrys wydaje się spektaklem adresowanym do młodszych dzieci, jako że historia jest w nim bardzo prosta. Oto Chomik nazywany Tygrysem (Aleksandra Leszczyńska) wiedzie lekko gnuśny żywot w klatce. Dobrze zaopiekowany przez ręce: Prawą ( Piotr Grabowski) i Lewą (Katarzyna Romańska), ma pod dostatkiem pożywienia, a jego głównym zajęciem jest kręcenie się na talerzu adaptera (właśnie to – dużą płytę gramofonową widzimy jako tradycyjny chomiczy przyrząd gimnastyczny). Jedynym stresem, jaki ma w życiu, jest niemożność zrobienia więcej niż dwóch kroków wstecz na adapterze-kołowrotku. W ten uporządkowany chomiczy świat wkracza (a raczej wjeżdża leżąc na deskorolce) Karaluch (Marcin Chomicki), który od dłuższego czasu podkrada Tygrysowi jedzenie. Chomik przyznaje, że trochę mu się samemu nudzi, więc zaprasza Karalucha „na wakacje” do swojej klatki (nie na stałe, choć już wie, w jakim zagrożeniu żyje Karaluch). Złe (choć dobre dla Chomika) Prawa i Lewa łapią Karalucha, bo się nim brzydzą i w ramach rozwiązywania problemu postanawiają go utopić w ubikacji. Chomik, przełamując swój strach, oczywiście rusza uratować Karalucha, po drodze spotyka kolejnego „wstrętnego”, czyli Szczura Złego i Parszywego (Artur Romański), który – oczywiście – okazuje się być w porządku i wszystko kończy się – oczywiście – dobrze. 

Historia jest więc dość schematyczna i przewidywalna, ale nawet jako taka mogłaby stanowić podstawę dla ciekawego spektaklu. Przyjmując, że jej adresatem są naprawdę małe dzieci, mogłaby im pokazywać, że boimy się tego, czego nie znamy i że czasem to, co w powszechnej opinii jest paskudne i groźne, przy bliższym poznaniu okazuje się całkiem inne, a także i to, że przy odrobinie dobrej woli można „temu obcemu” wygospodarować trochę miejsca we własnym domu. Taką „obywatelską postawę” warto pokazywać nawet najmłodszym, bo – o czym pisał cytowany już kiedyś przeze mnie Jan Wilkowski – dzieci nie żyją w świecie księżniczek, tylko problemów własnych rodziców. 

W kontekście polskich reakcji na uchodźców Chomik Tygrys mógłby pełnić rolę „edukacji humanitarnej” dla najmłodszych, bo problemy Karalucha i wahania Chomika jako żywo pasują do tego, czym żyje ostatnio Europa. Niestety tak nie jest i o to mam żal do Prześlugi. W jej tekście Chomik wie, że jego świeżo poznanego znajomego czeka śmierć, i rusza go ratować, czyli niby robi dobrze, ale – czego dowiadujemy się w finale – była to „przygoda” w jego nudnym życiu. Tygrys ruszył na nią dla siebie: by przełamać swój strach i przeżyć przygodę. Jakoś nie potrafię zaakceptować ustawiania sytuacji ratowania cudzego życia w kategoriach „przygody” – czegoś, co ma przynieść ekscytację i co jest do pewnego stopnia niepoważne (choć kiedy coś źle pójdzie, może mieć groźne skutki). Przygoda jako nadzwyczajne wydarzenie jest nakierowana na tego, kto ją podejmuje, a nie na innych – oni zdają się jedynie „środkami” do celu „przeżywacza przygód”. Czy o taką naukę dla dzieci chodzi: ratujcie cudze życie, bo może to być niezapomniana przygoda, wspaniały czas, który was ubogaci w przeżycia do wspominania?

Dobrze, można powiedzieć, że przesadzam, iż – bazując na znajomości świetnych i bardzo mądrych tekstów Prześlugi – oczekuję od niej, że zawsze będzie tak pisała, a przecież każdy może sobie czasem napisać jakąś błahostkę spod lewego palca. Zgoda, lecz teatralny kształt tego tekstu wyciąga na wierzch wszystkie jego mankamenty, powoduje, iż jawi on się jako bardzo naiwny. Mało przekonująco wypadła Leszczyńska grająca tytułowego Chomika. Do większości swoich kwestii używała strasznie afektowanego, przesłodzonego, wysokiego tonu, jakim zwykło się „grać dla dzieci”. Czasami wpadała w równie schematyczny ton głosu charakterystyczny dla aktorek, kiedy mają grać małych chłopców. Oba po jakimś czasie były równie męczące i irytujące, bo upupiały spektakl, zamieniały go konwencjonalny wygłup dla milusińskich. Niestety w zbudowaniu jakiejś poważniejszej, głębszej postaci nie pomagały aktorce także piosenki, jakie śpiewał Chomik, a które, wsparte mocnym popowym „beatem”, zdumiały mnie prostotą rymów podobnych do tych, jakie można usłyszeć w niesławnym spektaklu „dnio-dzieckowym” na lokalnej scenie muzycznej. 

Nie wiem, czy to wynik zmęczenia, ale aktorka nie pomagała także dzieciom w uwierzeniu, że ona to Chomik. Wszystkie postacie występowały w kostiumach, które je poszerzały, a w przypadku Szczura i tytułowego bohatera także zaokrąglały oraz – dzięki temu, że głowy postaci animowane były przez prawą rękę aktora – również podwyższały. Tak długo jak prawa ręka była w górze, własna głowa aktora schowana była za tą postaci. Niestety Leszczyńska bardzo często tę rękę odsuwała, ukazując nad chomiczym ciałem własną głowę w ciemnym czepeczku. Na początku spektaklu doprowadziło to do zabawnej sytuacji, bo dzieci zaczęły krzyczeć do Chomika: „coś za sobą masz!”, „ktoś się za tobą schował!” albo właśnie: „jakiś chłopiec ci siedzi na plecach!” – tak bardzo dwugłowa postać nie wydawała się jednością. Odsłonięta twarz aktorki nie „grała” Chomika, była jej prywatną, pracującą nad postacią twarzą.

Tu dochodzę do ostatniej z moich wątpliwości związanych z Chomikiem Tygrysem: interakcja z dziećmi. W spektaklu były miejsca, w których aktorzy odwoływali się do pomocy dzieci, w samym tekście były kwestie mające komunikować, że oto jesteśmy w teatrze, gdzie jest dużo dzieci, wobec których trzeba się zachowywać przyzwoicie i nie używać pewnych słów. W niektórych momentach wychodziło to dobrze, jak wtedy gdy Chomik prosił dzieci o podrzucanie haseł, które mogą w nim rozbudzić odwagę, w innych szło dużo gorzej. Kiedy Szczur stojąc z boku widowni pytał Chomika, jak ten ma na imię, to dzieci mu odpowiedziały. Romański dzieci zupełnie ignorował, choć wrzask tworzyły taki, że nawet głuchy szczur musiałby je usłyszeć. Chomik nie odpowiadał, bo przez ten harmider i tak nie byłoby go słychać. Odpowiedział dopiero, kiedy dzieci zrezygnowane brakiem reakcji ze strony Szczura przycichły. A przecież można było tę sytuację bardzo łatwo rozwiązać, gdyby Szczur próbował u Chomika potwierdzić, czy dzieci podają mu jego prawdziwe imię. Podobnie było jeszcze w kilku momentach. Jeśli się dopuszcza, a wręcz zaprasza dzieci do udziału w spektaklu, trzeba być przygotowanym na to, że dzieje się to nie tylko w momentach przewidzianych scenariuszem. Jeśli nie jest się na takie sytuacje gotowym, lepiej w ogóle dać sobie spokój. Bo tak zamiast dowartościować dzieci, że w teatrze ich słowo jest ważne, pokazuje się im, że jest to kolejne miejsce, w którym się ich nie słucha. Wierzę jednak, że takie błędy uda się wyeliminować w trakcie eksploatacji spektaklu, kiedy aktorzy pewniej się w nim poczują. 

Druga część przedstawienia, prezentująca samą akcję ratunkową, wypadła ciekawiej od pierwszej. Mocnym pomysłem było pokazanie Karalucha szamoczącego się w pudełku z pleksi, w którym czekał na egzekucję. Smutek i lekka groza tej sceny zostały przełamane na poły śmieszną, na poły straszną sceną z Ubikacją (Katarzyna Romańska), a konkretnie z sedesem-katem, który, zbudowany z gigantycznych rolek papieru toaletowego, miał pochłonąć karalucha. Pojawił się w oparach dymu i w czerwonym świetle, jak na prawdziwe monstrum przystało, wymachiwał groźnymi wstęgami papieru, które usiłowały poddusić Szczura. Dopiero ta część zaczęła swoim dowcipem, lekkością przypominać to, co zwykle pisze Prześluga. Ciekawa tylko jestem, jak na scenę z ubikacją patrzyli rodzice, którzy właśnie przekonują swoje pociechy, że korzystanie z toalety to nic strasznego…

Chomik Tygrys z Teatru Animacji nie znajdzie się raczej wśród moich ulubionych spektakli dla dzieci. Wolę się jednak pocieszać, że stało się tak przez „klątwę drugiego spektaklu”, a tak w ogóle to jest to perfekcyjne i mądre przedstawienie.

Link do źródła:
http://teatralny.pl

Data publikacji:
25.09.2015

 

 

Recenzowany spektakl:
CHOMIK TYGRYS

Chomik Tygrys - recenzja spektaklu
Agnieszka Domieszko-Charnock, czasdzieci.pl

W przypadku teatru małego widza potwierdza się stare jak świat przysłowie “im prościej, tym lepiej”. Dzieci to publiczność często wymagająca i bardzo wybredna, dlatego sztuką jest znaleźć “złoty środek” na to, aby przykuć ich uwagę na dłużej. Twórcom spektaklu “Chomik-Tygrys” jednak to się udało!

Publiczność złożona z kilkulatków nie oczekuje od sztuki spektakularnych efektów, przesadzonych dekoracji czy wytwornych kostiumów. Wystarczy skromne tło, ale za to charyzmatyczni bohaterowie, którzy zagwarantują im dobrą zabawę. Tak więc receptą na pozytywny odbiór sztuki przez dzieci są następujące składniki: spora dawka humoru, solidna porcja nieoczekiwanych zwrotów akcji, szczypta dialogu z widzem, a to wszystko okraszone garścią wpadających w ucho piosenek. Taki zestaw cech idealnych dobrego przedstawienia według maluchów wystarczy, aby podczas spektaklu nie mogły się nudzić!

Chomik-Tygrys, jest sztuką napisaną specjalnie dla Teatru Animacji i z całą pewnością należy do sztuk, które spełniają ów kryteria tego jakże wymagającego widza. Spektakl ten w dużej mierze opiera się na interakcji z publicznością, co sprawia, że dzieci aktywnie uczestniczą w perypetiach głównych bohaterów podpowiadając im co robić, służąc dobrą radą, wymyślając nowe okrzyki zagrzewając do walki czy ostrzegając przed zagrożeniami.

To zabawna opowieść o chomiku o imieniu Tygrys, który opuszcza swoją klatkę, aby uratować z opresji swojego przyjaciela robala Karalucha, które zabrały “ręce” i który ma skończyć swój krótki żywot w ubikacji. Historia bardzo prosta, jednak traktująca o odwadze i poświęceniu dla innych. Maleńki gryzoń, choć bojaźliwy porzuca swoje lęki i stawia czoła przeciwnościom w imię pomocy koledze. Po drodze spotyka szczura o imieniu Zły i Parszywy, który także towarzyszy mu w jego wyjątkowej misji. Całość oczywiście kończy się happy endem. Po uratowaniu karalucha z opresji dzieli on z chomikiem wspólne lokum kryjąc się w trocinach, a szczur jest ich stałym gościem.

Spektakl ten to dla dzieci przede wszystkim lekcja o tym, że warto otworzyć się na przygody i przeżyć coś nowego. Ale to nie wszystko. Płynie z niego także ważne przesłanie - rzeczy wielkich dokonuje się z pomocą przyjaciół, których jak pokazała historia nie warto oceniać po tym jak wyglądają, tylko po ich czynach.

Data publikacji:
12.10.2015

Źródło publikacji:
http://czasdzieci.pl/okiem-czasdzieci/d,64,id,6125195.html

Recenzowany spektakl:
CHOMIK TYGRYS

„Chomik Tygrys” spektakl Teatru Animacji w Poznaniu
mama Alicja, czasdzieci.pl

Sala Teatru Animacji, jak zwykle na spektaklach dziecięcych, jest wypełniona po brzegi. Siadamy wygodnie z moim podekscytowanym czterolatkiem (i jego ukochanym króliczkiem), po chwili światło gaśnie i zaczyna się magia teatru…


Na scenie pojawia się bojaźliwy chomik, który spędza czas kręcąc się na kołowrotku w klatce i zajadając ziarenka. Drugą postać dzieci z widowni identyfikują jako gąsienicę, ale okazuje się, że to... karaluch, który ku uciesze widzów, zostaje przyjacielem chomika. Nagle jednak śmiechy milkną, bo oto pojawiają się groźne ręce, które chcą karalucha zniszczyć - tu mój czterolatek z przejęcia mocno ściska swojego pluszaka.


Kolejna postać – szczur jest początkowo trochę nieprzyjemny, ale szybko rozbawia dzieci kręcąc ogonem i śpiewając fałszując. Teraz zaczyna się już prawdziwa akcja, którą jak to w prawdziwym teatrze bywa, przerywa interwał. Synek chce jak najszybciej wracać do sali, boi się że spektakl zacznie się bez nas.


W drugiej części dużo się dzieje i jest trochę strasznie (ale w granicach dopuszczalnych dla 4-5 latka). Przytulamy się z synkiem i z napięciem patrzymy na rozwój wydarzeń. Oczywiście wszystko dobrze się kończy, aktorzy otrzymują od dzieci gromkie brawa.
Na zakończenie wszyscy aktorzy pojawiają się na scenie, a młodzi widzowie mogą zadawać pytania. Dzieci, chcą wiedzieć bardzo wiele – od tego w jaki sposób ruszała się głowa szczura i z czego zrobiona była toaleta, do zagadnień bardziej filozoficznych, na przykład dlaczego szczur był zły i parszywy.
Synek też ma pytania - „techniczne” (co to był za dym na scenie) oraz „filozoficzne” (dlaczego ręce chciały zniszczyć karalucha), ale to ja na nie odpowiadam, bo nie ma odwagi zadać ich aktorom. Widać, że spektakl mu się podobał. Sądząc po żywych reakcjach publiczności, nie jest odosobniony w swojej opinii.


Przedstawienie musiała jednak opuścić trójka płaczących 2-3 latków, które przestraszyły się karalucha i szczura. Spektakl na pewno nie jest dla takich maluchów, ale dzięki temu dostarcza wielu emocji i jest atrakcyjny dla dzieci w wieku od 4 czy 5 lat do pierwszych klas podstawówki.


Ja też muszę przyznać, że wcale się nie nudziłam. Bardziej niż spektakl, interesowały mnie jednak reakcje synka i innych małych widzów, ale to przecież do nich a nie do mnie adresowane było przedstawienie.

Data publikacji:
17.11.2015

Źródło publikacji:
http://czasdzieci.pl/okiem-rodzica/d,60,id,62952f2.html

Recenzowany spektakl:
CHOMIK TYGRYS