Kamishibai po poznańsku
Maria Maczuga, kultura.poznan.pl
"Nie bój się, Tygrysie!" - tak artyści Teatru Animacji tytułem zachęcają widzów do obejrzenia nowego spektaklu. Sztuką i w sztuce prezentują, że odwaga popłaca. Posłużyli się nigdy dotąd nie wykorzystywaną na poznańskiej scenie formą Kamishibai i w rzadko udostępnianej publiczności przestrzeni stworzyli przedstawienie doskonałe - piękne, mądre, interesujące oraz cudownie bajkowe.

Kamishibai, czyli teatr obrazkowy, to bardzo stara technika snucia opowieści. Polega na opowiadaniu historii z wykorzystaniem ilustrowanych kart umieszczanych w drewnianym parawanie. Teatr ten narodził się w Japonii w XII w., ale pierwsze przedstawienie dla dzieci powstało dopiero w 1923 roku. Z czasem zaczęły wypierać go komiks, radio i telewizja. Do Europy dotarł w latach 70. XX w. Obecnie zyskuje coraz większą popularność na świecie.

Spektakl artystycznego trio (Maliny Prześlugi - autorki tekstu, Julii Królikowskiej - twórczyni obrazów, Krzysztofa Dutkiewicza - reżyseria i wykonawcy) zachowuje tradycyjne reguły Kamishibai. Mimo przepisowej statyczności, ani przez moment nie kojarzy się z teatralnym skansenem. Precyzyjne przenikanie oszczędnych środków wyrazu skutkuje zaabsorbowaniem uwagi widzów. Niewielka skrzynka z ilustrowanymi planszami, aktor-opowiadacz ubrany na czarno i stoliczek z tajemniczymi przedmiotami wystarczają, by z uśmiechem fascynacji na twarzy wytężać wzrok, słuch i co najważniejsze - angażować wyobraźnię. Tajemnica sukcesu tkwi w maestrii realizacji.

Zanim spektakl się zacznie oczy widzów już wpatrują się w niezwykły obiekt przypominający niewielką scenę wędrownych teatrów marionetkowych czy pacynkowych. Uwagę przykuwają namalowane kwiaty. Rozbrzmiewa gong i w mig okazuje się, że obraz jest jeszcze bardziej niesamowity niż się wydawało. W odkryciach pomaga narrator. Słowem prowadzi wzrok po malowidle, demaskując kolejne detale. Aż rozchyli rośliny i uczyni je ramą do zmienianych w nieśpiesznym tempie estetycznych plansz. Kolejne tablice ujmują stonowaną kolorystyką, motywami przyrodniczymi, pejzażami, ale też pomysłowością twórców na zabawę obrazem. W każdej planszy jest jakiś element zaskoczenia: wystający obiekt, który buduje perspektywę, ruchomy fragment czy postać dołożona w trakcie prezentacji. Dzięki takim zabiegom z jabłka wychodzi robak, tygrys odgryza fragment owocu, a motyl rozchyla skrzydła.

Obrazy nie ułożyłyby się w fantastyczno-filozoficzną historię w głowie widza nawet o wyjątkowo bujnej wyobraźni, gdyby nie aktor. Mistrzowsko rozgrywa przedstawienie: wybornie intonuje, nawiązuje kontakt wzrokowy z publicznością, panuje nad sytuacją na ilustracjach. Gdy jeden z bohaterów postanawia nadać własny bieg opowieści i opuścić planszę, poskramia go improwizacją. Obrazy dopełnia słowem, ale również dźwiękiem. Co chwilę ze stoliczka podnosi instrument i szumi, szemrze, szura, szoruje.

Aktor dokonuje niemożliwego - sprawia, że widzowie ulegają złudzeniu opowieści opowiadającej się samoistnie. Historia o malutkim Tygrysie, który przezwycięża lęk przed światem, opuszcza bezpieczną kryjówkę mieszczącą się za żółtym bratkiem i wyrusza zwiedzać okolicę, toczy się wartko. Przekazana w efektownej formie, choć zawiera liczne niełatwe przemyślenia bohatera dotyczące potrzeby posiadania dóbr materialnych, przynależności, poznawania rzeczywistości przez jej nazywanie, gromadzenia przeżyć i wspomnień, nie nuży dzieci.

Gdy ostania plansza zostanie zasłonięta, przychodzi czas na drugą część prezentacji - dyskusję z małymi widzami. Dzieci chętnie rozmawiają z aktorem o historii, którą obejrzały. Rozważają czym jest strach i przyjaźń. Dzielą się spostrzeżeniami, emocjami. Zwracają uwagę na elementy budowy spektaklu. Angażują się w tworzenie nazw instrumentów.

Mały bohater spektaklu pokazał, że najtrudniejsze jest podjęcie pierwszego kroku. Ułatwia on zrobienie każdego kolejnego. Wielu uradowanych widzów po zakończeniu spektaklu deklarowało, że teatr obrazów "to jest to, co tygryski lubią najbardziej". Pozostaje, więc czekać na następny Kamishibai w Teatrze Animacji.

Data publikacji:
18.12.2017

Źródło publikacji:
http://kultura.poznan.pl/

Recenzowany spektakl:
NIE BÓJ SIĘ, TYGRYSIE

Kamishibai po poznańsku
Maria Maczuga, kultura.poznan.pl
"Nie bój się, Tygrysie!" - tak artyści Teatru Animacji tytułem zachęcają widzów do obejrzenia nowego spektaklu. Sztuką i w sztuce prezentują, że odwaga popłaca. Posłużyli się nigdy dotąd nie wykorzystywaną na poznańskiej scenie formą Kamishibai i w rzadko udostępnianej publiczności przestrzeni stworzyli przedstawienie doskonałe - piękne, mądre, interesujące oraz cudownie bajkowe.

Kamishibai, czyli teatr obrazkowy, to bardzo stara technika snucia opowieści. Polega na opowiadaniu historii z wykorzystaniem ilustrowanych kart umieszczanych w drewnianym parawanie. Teatr ten narodził się w Japonii w XII w., ale pierwsze przedstawienie dla dzieci powstało dopiero w 1923 roku. Z czasem zaczęły wypierać go komiks, radio i telewizja. Do Europy dotarł w latach 70. XX w. Obecnie zyskuje coraz większą popularność na świecie.

Spektakl artystycznego trio (Maliny Prześlugi - autorki tekstu, Julii Królikowskiej - twórczyni obrazów, Krzysztofa Dutkiewicza - reżyseria i wykonawcy) zachowuje tradycyjne reguły Kamishibai. Mimo przepisowej statyczności, ani przez moment nie kojarzy się z teatralnym skansenem. Precyzyjne przenikanie oszczędnych środków wyrazu skutkuje zaabsorbowaniem uwagi widzów. Niewielka skrzynka z ilustrowanymi planszami, aktor-opowiadacz ubrany na czarno i stoliczek z tajemniczymi przedmiotami wystarczają, by z uśmiechem fascynacji na twarzy wytężać wzrok, słuch i co najważniejsze - angażować wyobraźnię. Tajemnica sukcesu tkwi w maestrii realizacji.

Zanim spektakl się zacznie oczy widzów już wpatrują się w niezwykły obiekt przypominający niewielką scenę wędrownych teatrów marionetkowych czy pacynkowych. Uwagę przykuwają namalowane kwiaty. Rozbrzmiewa gong i w mig okazuje się, że obraz jest jeszcze bardziej niesamowity niż się wydawało. W odkryciach pomaga narrator. Słowem prowadzi wzrok po malowidle, demaskując kolejne detale. Aż rozchyli rośliny i uczyni je ramą do zmienianych w nieśpiesznym tempie estetycznych plansz. Kolejne tablice ujmują stonowaną kolorystyką, motywami przyrodniczymi, pejzażami, ale też pomysłowością twórców na zabawę obrazem. W każdej planszy jest jakiś element zaskoczenia: wystający obiekt, który buduje perspektywę, ruchomy fragment czy postać dołożona w trakcie prezentacji. Dzięki takim zabiegom z jabłka wychodzi robak, tygrys odgryza fragment owocu, a motyl rozchyla skrzydła.

Obrazy nie ułożyłyby się w fantastyczno-filozoficzną historię w głowie widza nawet o wyjątkowo bujnej wyobraźni, gdyby nie aktor. Mistrzowsko rozgrywa przedstawienie: wybornie intonuje, nawiązuje kontakt wzrokowy z publicznością, panuje nad sytuacją na ilustracjach. Gdy jeden z bohaterów postanawia nadać własny bieg opowieści i opuścić planszę, poskramia go improwizacją. Obrazy dopełnia słowem, ale również dźwiękiem. Co chwilę ze stoliczka podnosi instrument i szumi, szemrze, szura, szoruje.

Aktor dokonuje niemożliwego - sprawia, że widzowie ulegają złudzeniu opowieści opowiadającej się samoistnie. Historia o malutkim Tygrysie, który przezwycięża lęk przed światem, opuszcza bezpieczną kryjówkę mieszczącą się za żółtym bratkiem i wyrusza zwiedzać okolicę, toczy się wartko. Przekazana w efektownej formie, choć zawiera liczne niełatwe przemyślenia bohatera dotyczące potrzeby posiadania dóbr materialnych, przynależności, poznawania rzeczywistości przez jej nazywanie, gromadzenia przeżyć i wspomnień, nie nuży dzieci.

Gdy ostania plansza zostanie zasłonięta, przychodzi czas na drugą część prezentacji - dyskusję z małymi widzami. Dzieci chętnie rozmawiają z aktorem o historii, którą obejrzały. Rozważają czym jest strach i przyjaźń. Dzielą się spostrzeżeniami, emocjami. Zwracają uwagę na elementy budowy spektaklu. Angażują się w tworzenie nazw instrumentów.

Mały bohater spektaklu pokazał, że najtrudniejsze jest podjęcie pierwszego kroku. Ułatwia on zrobienie każdego kolejnego. Wielu uradowanych widzów po zakończeniu spektaklu deklarowało, że teatr obrazów "to jest to, co tygryski lubią najbardziej". Pozostaje, więc czekać na następny Kamishibai w Teatrze Animacji.

Data publikacji:
18.12.2017

Źródło publikacji:
http://kultura.poznan.pl/

Recenzowany spektakl:
NIE BÓJ SIĘ, TYGRYSIE