Wciąż na lawecie
Natasza Thiem

 

„Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza to jedna z najważniejszych lektur szkolnych. Stwierdzenie to brzmi dość okrutnie, ale w głowach wielu właśnie tak zapisuje się ta pozycja literacka. Wymóg, obowiązkowa lektura i postrach maturzystów, którzy co roku powtarzają skrupulatnie przepis na bigos. Dzięki podstawie programowej trudno patrzeć na epopeję neutralnie.

Podczas lekcji języka polskiego „Pan Tadeusz" brzmi jak groźba, z kolei nieznajomość treści zakrawa o skandal, a filmowa adaptacja Wajdy zapewne wielokrotnie ratowała uczniów przed kompromitacją. Być może ten opis wydaje się niektórym wyolbrzymiony, ale trudno czytać ten utwór bez kontekstu szkolnego. Przy rodzinnym stole często słyszy się rozmowy o ulubionych lekturach szkolnych lub tych, które najmniej przypadły domownikom do gustu, w wywiadach z aktorami/aktorkami, pisarzami/pisarkami też często pada to pytanie, ale w wielu przypadkach nie ocenia się wartości książki, prywatnego stosunku do niej, rzeczywistych odczuć, własnych przemyśleń, a właśnie sposób podejścia do tej książki w szkole. Być może „Pan Tadeusz" jest największą „ofiarą" tego systemu, w którym lektury szkolne kojarzone są z męczarnią, a lekcje z omówienia przerażają. Co zatem dzieje się w Teatrze Animacji w Poznaniu, jak na „Pana Tadeusza" spojrzała reżyserka, Agata Biziuk?

„Pan Tadeusz. Ostatni zjazd" to dialog z epopeją narodową, to rozmowa o tym, co tu i teraz. Wachlarz tematów podjętych w tym spektaklu jest bardzo szeroki, a przy tym niezwykle trafny. Oto trupa aktorska znalazła się w czasach kryzysu, zbliża się wojna za naszą wschodnią tradycją, więc postanawiają – co sami ironicznie podkreślają – zrobić to, co artyści w dobie kryzysu mogą zrobić, czyli stworzyć spektakl zaangażowany. „Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza staje się pretekstem do dyskusji na temat ageingu w teatrze, stereotypizacji roli kobiet w sztuce, bezsilności, tęsknoty, radzenia sobie w dobie kryzysu i polskiej biesiadności, sarmackiego ducha, co z narodu wypędzić się nie daje. Agata Biziuk sprawnie operuje piórem i zachowując strukturę XII ksiąg, a także co jakiś czas cytując epopeję, umiejętnie wplata współczesne problemy. Reżyserka czytając Mickiewicza zdaje się znajdywać wystające nitki i ciągnie je, aż staną się długimi pasmami, z których może utkać cały spektakl. Być może niektórym wymienione wyżej tematy nie przywodzą na myśl dzieła poety romantyzmu, ale nie pojawiają się one tutaj w oderwaniu od treści, a jedynie i pokazane są w nowym kontekście. Mimo nagromadzenia takiej ilości przeróżnych tematów, wszystko w tym spektaklu jest spójne, w czym pomaga odpowiednie rozłożenie ciężaru. Agata Biziuk operuje humorem, ale jego ilość nie przytłacza, nie staje się to spektakl śmieszny czy kabaretowy, proporcje są w punkt – niczym we wspomnianym wcześniej, jakże istotnym bigosie.

Oczywiście nawet najlepiej napisany tekst nie obroni się w teatrze bez aktorów, którzy go wzbogacają swoimi umiejętnościami. Trupa aktorska w składzie: Anna Domalewska, Sylwia Koronczewska-Cyris, Danuta Rej, Mateusz Barta, Igor Fijałkowski, Piotr Grabowski ożywia słowa scenariusza i mówi o tych wszystkich kwestiach prawdziwie, bohaterom się wierzy, czuje się, że faktycznie mają takie rozterki, a problemy realnie dotyczą ich jak i społeczeństwa. Ten spektakl nie jest tylko o nich, jest o Nas, o Polakach i wszyscy zmagamy się z chociaż jednym z tych problemów indywidulanie, a z kilkoma trudnościami musimy się zmierzyć wszyscy razem, jako społeczeństwo.

Trudno nie wspomnieć o choreografii Krystyny Lamy Szydłowskiej, która jak się okazuje w tej opowieści nie stanowi tła, bo sekwencje ruchowe, ta sposób operowania ciałek pasuje do wykręconego, być może nieco apokaliptycznej scenografii Mariki Wojciechowskiej. Skoro o ruchu mowa, to nieodłącznym elementem tej realizacji jest muzyka Piotra Klimka. Jak polowanie i biesiada to i śpiew by się przydał i tutaj o przygotowanie wokalne zadbała Zuzanna Łuczak Wiśniewska.

„Pan Tadeusz. Ostatni zjazd" w reżyserii Agaty Biziuk to niezwykle strawna uczta, po której pozostaje chęć na dokładkę. Proporcje humoru i powagi są dobrze wyważone, wszystko jest w tempie, a środki wyrazu wzmacniają przekaz, jednak najlepszą pochwałą dla spektaklu, były żywe reakcje widowni.

Usłyszeć można było zarówno śmiech, jak i potakujące mruknięcia, a wisienką na torcie były owacje na stojąco.

 
Dziennik Teatralny Poznań
31 maja 2022

Recenzowany spektakl:
PAN TADEUSZ. OSTATNI ZJAZD

Wciąż na lawecie
Natasza Thiem

 

„Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza to jedna z najważniejszych lektur szkolnych. Stwierdzenie to brzmi dość okrutnie, ale w głowach wielu właśnie tak zapisuje się ta pozycja literacka. Wymóg, obowiązkowa lektura i postrach maturzystów, którzy co roku powtarzają skrupulatnie przepis na bigos. Dzięki podstawie programowej trudno patrzeć na epopeję neutralnie.

Podczas lekcji języka polskiego „Pan Tadeusz" brzmi jak groźba, z kolei nieznajomość treści zakrawa o skandal, a filmowa adaptacja Wajdy zapewne wielokrotnie ratowała uczniów przed kompromitacją. Być może ten opis wydaje się niektórym wyolbrzymiony, ale trudno czytać ten utwór bez kontekstu szkolnego. Przy rodzinnym stole często słyszy się rozmowy o ulubionych lekturach szkolnych lub tych, które najmniej przypadły domownikom do gustu, w wywiadach z aktorami/aktorkami, pisarzami/pisarkami też często pada to pytanie, ale w wielu przypadkach nie ocenia się wartości książki, prywatnego stosunku do niej, rzeczywistych odczuć, własnych przemyśleń, a właśnie sposób podejścia do tej książki w szkole. Być może „Pan Tadeusz" jest największą „ofiarą" tego systemu, w którym lektury szkolne kojarzone są z męczarnią, a lekcje z omówienia przerażają. Co zatem dzieje się w Teatrze Animacji w Poznaniu, jak na „Pana Tadeusza" spojrzała reżyserka, Agata Biziuk?

„Pan Tadeusz. Ostatni zjazd" to dialog z epopeją narodową, to rozmowa o tym, co tu i teraz. Wachlarz tematów podjętych w tym spektaklu jest bardzo szeroki, a przy tym niezwykle trafny. Oto trupa aktorska znalazła się w czasach kryzysu, zbliża się wojna za naszą wschodnią tradycją, więc postanawiają – co sami ironicznie podkreślają – zrobić to, co artyści w dobie kryzysu mogą zrobić, czyli stworzyć spektakl zaangażowany. „Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza staje się pretekstem do dyskusji na temat ageingu w teatrze, stereotypizacji roli kobiet w sztuce, bezsilności, tęsknoty, radzenia sobie w dobie kryzysu i polskiej biesiadności, sarmackiego ducha, co z narodu wypędzić się nie daje. Agata Biziuk sprawnie operuje piórem i zachowując strukturę XII ksiąg, a także co jakiś czas cytując epopeję, umiejętnie wplata współczesne problemy. Reżyserka czytając Mickiewicza zdaje się znajdywać wystające nitki i ciągnie je, aż staną się długimi pasmami, z których może utkać cały spektakl. Być może niektórym wymienione wyżej tematy nie przywodzą na myśl dzieła poety romantyzmu, ale nie pojawiają się one tutaj w oderwaniu od treści, a jedynie i pokazane są w nowym kontekście. Mimo nagromadzenia takiej ilości przeróżnych tematów, wszystko w tym spektaklu jest spójne, w czym pomaga odpowiednie rozłożenie ciężaru. Agata Biziuk operuje humorem, ale jego ilość nie przytłacza, nie staje się to spektakl śmieszny czy kabaretowy, proporcje są w punkt – niczym we wspomnianym wcześniej, jakże istotnym bigosie.

Oczywiście nawet najlepiej napisany tekst nie obroni się w teatrze bez aktorów, którzy go wzbogacają swoimi umiejętnościami. Trupa aktorska w składzie: Anna Domalewska, Sylwia Koronczewska-Cyris, Danuta Rej, Mateusz Barta, Igor Fijałkowski, Piotr Grabowski ożywia słowa scenariusza i mówi o tych wszystkich kwestiach prawdziwie, bohaterom się wierzy, czuje się, że faktycznie mają takie rozterki, a problemy realnie dotyczą ich jak i społeczeństwa. Ten spektakl nie jest tylko o nich, jest o Nas, o Polakach i wszyscy zmagamy się z chociaż jednym z tych problemów indywidulanie, a z kilkoma trudnościami musimy się zmierzyć wszyscy razem, jako społeczeństwo.

Trudno nie wspomnieć o choreografii Krystyny Lamy Szydłowskiej, która jak się okazuje w tej opowieści nie stanowi tła, bo sekwencje ruchowe, ta sposób operowania ciałek pasuje do wykręconego, być może nieco apokaliptycznej scenografii Mariki Wojciechowskiej. Skoro o ruchu mowa, to nieodłącznym elementem tej realizacji jest muzyka Piotra Klimka. Jak polowanie i biesiada to i śpiew by się przydał i tutaj o przygotowanie wokalne zadbała Zuzanna Łuczak Wiśniewska.

„Pan Tadeusz. Ostatni zjazd" w reżyserii Agaty Biziuk to niezwykle strawna uczta, po której pozostaje chęć na dokładkę. Proporcje humoru i powagi są dobrze wyważone, wszystko jest w tempie, a środki wyrazu wzmacniają przekaz, jednak najlepszą pochwałą dla spektaklu, były żywe reakcje widowni.

Usłyszeć można było zarówno śmiech, jak i potakujące mruknięcia, a wisienką na torcie były owacje na stojąco.

 
Dziennik Teatralny Poznań
31 maja 2022

Recenzowany spektakl:
PAN TADEUSZ. OSTATNI ZJAZD

Zapnijcie pasy
Monika Nawrocka-Leśnik

Za trudny? Przestarzały? Nic podobnego. Agata Biziuk w Teatrze Animacji czyta na nowo Pana Tadeusza, i pomaga mu wyjść - z wielkim hukiem i honorem, z tradycyjnych lekcji języka polskiego.

Tadeusz u Mickiewicza: urodził się podczas powstania kościuszkowskiego, stąd jego imię; odebrał solidne wykształcenie, jest wierny, uczciwy, został wychowany w tradycji patriotycznej. Przez jakiś czas opiekował się nim ksiądz (a tak właściwie jego biologiczny ojciec), przez co rzekomo stał się człowiekiem cnotliwym i powściągliwym.

 

U Biziuk Tadeusz chcę uciec razem z Zosią i żyć po swojemu, wbrew wszelkim konwenansom.

 

Zosia u Mickiewicza: "kibić miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną". Poznajemy ją kiedy ma zaledwie 14 lat. Jej zewnętrzność odpowiada temperamentowi. Dziewczynę cechują wstydliwość i dobroć, delikatność. To po prostu anioł!

 

U Biziuk Zosia chce więcej niż tylko "podobać się". Jest buntowniczką. Kiedy ucieka z Tadeuszem ma wątpliwości, czy na pewno tę decyzję podjęli wspólnie...

 

Świetnie Biziuk to wymyśliła, nadając nowe cechy bohaterom Mickiewicza. Bo jak inaczej zrozumieć Pana Tadeusza (napisanego na emigracji, autor spóźnił się na powstanie listopadowe) i wydanego dokładnie 188 lat temu, nie czytając go poprzez współczesność? Dziś każda Zosia ma dużo więcej do zaproponowania niż ta mickiewiczowska, a Telimena jest trzydziestoletnią singielką jakich przecież wiele. I nikogo to nie dziwi. Anna Domalewska w roli Zosi (u Anny) była rewelacyjna! Możliwe jednak, że to była dla aktorki łatwizna - czuć dziś niezgodę na takie właśnie sportretowanie młodej kobiety.

 

Reżyserka bardzo swobodnie nawiązuje do naszej narodowej epopei - niech nie zmyli nikogo tytuł czy bohaterowie. Uwaga Wy - młodzi, którzy pomyślicie, że nadrobicie lekturę wizytą w teatrze. Nie tędy droga... Jeden z aktorów nawołuje: "Słuchajcie, czasy kryzysu wymagają idei twórców zaangażowanych, więc zaangażujmy się jak tylko my aktorzy potrafimy. Po swojemu, na swoich zasadach".

 

Na środku sceny Teatru Animacji pojawił się zepsuty samochód, który symbolizuje sytuację w jakiej znalazła się kultura w czasie pandemii. Widok opłakany - oczywiście myślę o pojeździe, a nie scenografii, której autorką jest Marika Wojciechowska. Bo na scenografię, oprócz zepsutego pojazdu, składało się tylko ustawione w kącie pianino otoczone taśmą ostrzegawczą... Aktorzy chcą, żeby widzowie wrócili do teatru i szukają na to sposobu. Kolorystykę ich kostiumów - całkiem współczesnych, choć z akcentami z epoki, jak cylinder, czepiec czy pantalony - zdominowały biel, czerwień i czerń. Zastanawiają się, czy ich zadaniem jest w tej chwili rozpoczęcie rozmowy o wojnie, która wybuchła? Czy potrzebna jest dyskusja o tym, co nas uwiera, boli, niepokoi? Czy ktoś w ogóle chce tego słuchać, potrzebuje? Wiadomo przecież, że niemyślenie i niemówienie o problemie wcale go nie eliminuje. Ale Polacy z jednej strony lubią rozdrapywać rany, kiedy indziej z kolei wolą udawać, że ich nie widzą...

 

Pan Tadeusz stał się narzędziem w rękach Biziuk. Apeluje, żebyśmy otworzyli oczy, przestali idealizować kraj, który rząd próbuje uzdrowić "nowym jadem" i programem "Pałacyk plus", żeby zakończyła się w końcu ta polsko-polska wojna, bo zniszczymy sami siebie, a zagrożenie również i dziś może przyjść ze wschodu. Reżyserka udowodniła, że dzieło Mickiewicza - choć wtedy kłócono się o zamek, psy i kobiety czy z góry ustalone było, kto gdzie zasiada przy suto zastawionym stole - może być dobrym powodem do dyskusji o obecnej sytuacji politycznej i społecznej Polski. Pakując aktorów w samochód (z zamontowaną kamerą, dzięki czeku dokładnie widzimy ich na ekranie) i nakładając im maski zwierząt (chwilę później animują je jak pacynki) nawiązuje do Politycznej szopki noworocznej, cyklu programów satyrycznych, które pokazywały w krzywym zwierciadle główne siły polityczne kraju.

 

Muzyka - jak zaznacza jej autor, Piotr Klimek - buduje razem ze scenografią, tekstem i tym, co wymyślił na scenie reżyser, metaforę. W tle m.in. fortepian (kojarzony z Szopenem), chórki, dźwięki XXI wieku zmiksowane z tym, co kojarzy się z wiekiem XIX. Jest również rozpoznawalny utwór Sound of Silence, który jak sam Garfunkel mówi - opowiada o "niezdolności ludzi do komunikowania się ze sobą, szczególnie w wymiarze emocjonalnym" oraz "to, co widzicie wokół siebie to ludzie, którzy nie potrafią kochać siebie nawzajem".

 

Właśnie! Kochajmy się. Tak też brzmi tytuł 12 księgi Pana Tadeusza - Biziuk interpretuje każdą z nich po kolei. Ale czy Polacy są w stanie to zrobić? Czy Polska rzeczywiście jest taką idyllą o jakiej pisał Mickiewicz? Miejscem doskonałym, które zamieszkują idealni ludzie? Reżyserka surowo (i z dużo dozą humoru) drwi z naszych przywar narodowych. Pyta, czy dziś Tadeusz poszedłby walczyć? Czy zrobiłby to każdy zdeklarowany "patriota" i "narodowiec"? Bo doświadczenie sprzed niespełna strzech miesięcy pokazało, że w szeregi tych, którzy pomagają, wstąpili przede wszystkim "zwykli" ludzie. 

 

Czy urodą Pana Tadeusza jest wiersz? Dla wielu polonistów z pewnością tak, broniliby tej tezy jak niepodległości. U Biziuk jednak niewiele jest dosłownych cytatów z Mickiewicza, ale fragment inwokacji, a jakże - znalazł się tu, tyle, że na samym końcu spektaklu. Twórcy nieco obśmiewają utwór, co jest charakterystyczne dla działalności teatralnej Biziuk.

 

Przyszedł czas na mój krótki apel. Agato - nie przestawaj! Bo to co robisz i to, co zrobiłaś z całym zespołem Teatru Animacji, to tylko kropla w morzu potrzeb. I nie mówię tu wyłącznie  o burzeniu mitów na temat lektur, ale również o przypominaniu (choć smuci, że jest to wciąż potrzebne), że kultura się liczy i że teatr jest bardzo ważny. Pełni kluczową rolę w debacie publicznej komentując - co tym bardziej ciekawe - rzeczywistość za pomocą klasyków.

24.05.2022
www.kultura.poznan.pl

 

 

 

Recenzowany spektakl:
PAN TADEUSZ. OSTATNI ZJAZD

Jazda bez trzymanki, czyli "Pan Tadeusz" według Agaty Biziuk
Kasia

Agata Biziuk to dla mnie reżyserka kompletna, o czym przekonała mnie choćby w „Za – Polskiej”. Jej najnowsze dzieło w poznańskim Teatrze Animacji – „Pan Tadeusz. Ostatni zjazd” to emocjonalny rollercoaster.

„Pan Tadeusz. Ostatni zjazd” to dialog z epopeją narodową, to rozmowa o tym, co tu i teraz. Wachlarz tematów podjętych w tym spektaklu jest bardzo szeroki, a przy tym niezwykle trafny. Fatalna sytuacja kultury (pandemia), wojna za wschodnią granicą, kryzys gospodarczy – grupa aktorów (teatr w teatrze) postanawia więc zrobić to, co artyści w dobie kryzysu mogą zrobić, czyli stworzyć spektakl zaangażowany. Biziuk przewartościowuje mickiewiczowskie patetyczne i stereotypowe schematy. Zosia buntuje się na bycie posłuszną gąską, Telimena to trzydziestoletnia singielka, a nie wyuzdana „starsza pani”. Tadeusz chce uciec z Zosią, chcą oni żyć po swojemu, a konflikt o zamek staje się pretekstem do refleksji na temat polskich programów socjalnych. 

Pandemia, inflacja, wojna, alkoholizm, poczucie wstydu, krytyka rządu – tylko dobrze zorientowany widz odczytał wszystkie stworzone przez Biziuk aluzje. Ale pewnie o to chodzi, by kąsać widza, prowokować, skłaniać do refleksji.

Siłą spektaklu są niewątpliwie aktorzy: Anna Domalewska, Sylwia Koronczewska-Cyris, Danuta Rej, Mateusz Barta, Igor Fijałkowski, Piotr Grabowski ożywiają słowa scenariusza i mówią o tych wszystkich kwestiach prawdziwie, w końcu również ich problemy te realnie dotyczą.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o scenografii autorstwa Mariki Wojciechowskiej. Na środku sceny pojawił się zepsuty samochód, który symbolizował zapewne sytuację, w jakiej znalazła się kultura w czasie pandemii. Oprócz zepsutego pojazdu jeszcze tylko ustawione w kącie pianino otoczone taśmą ostrzegawczą. Kolorystykę kostiumów aktorów - całkiem współczesnych, choć z akcentami z epoki, jak cylinder, czepiec czy pantalony - zdominowały biel, czerwień i czerń. Znowu gra z widzem, Mickiewiczem, „polskością”.

Spektakl wywołuje dyskusję o tym, co nas uwiera, boli, niepokoi. Wiadomo przecież, że niemyślenie i niemówienie o problemie wcale go nie eliminuje. Ale Polacy z jednej strony lubią rozdrapywać rany, kiedy indziej z kolei wolą udawać, że ich nie widzą...

Spektakl może więc „uwierać” i „powodować dyskomfort”, zwłaszcza w tych trudnych czasach, jakie nadeszły.

„Pan Tadeusz. Ostatni zjazd” został nominowany w kategorii „Wydarzenie kulturalne” plebiscytu Miesięcznika IKS i kultura.poznan.pl. Uzasadnienie nominacji brzmiało:

Za świetne, współczesne odczytanie narodowej epopei w reżyserii Agaty Biziuk. Za dystans i prześmiewczość, które nie są pustym szyderstwem, ale częścią ważnej treści i przekazu. Za niepodążanie drogą gloryfikacji kanonicznej lektury, ale poszukiwanie nowych znaczeń i sensów w twórczości Adama Mickiewicza. Za nadanie współczesnych kontekstów, gorzką refleksję o naszej polskiej mentalności, artystyczny poziom absurdu w interpretacji i czołowe zderzenie z klasyką, po którym wraz z wyjściem z teatru wynosi się więcej niż pytanie „I co z tego?”

No właśnie: I co z tego? Czy coś da się zmienić? Jak ja ten spektakl „przefiltruje” przez siebie? Czy możliwa jest zmiana? Dokąd Polska zmierza? Odpowiedzi nie są łatwe. Ale dzięki Biziuk w ogóle pojawia się nad nimi refleksja…

data: 09.10.2022
lubimyuczyć.blogspot.com

Recenzowany spektakl:
PAN TADEUSZ. OSTATNI ZJAZD