Życie jest piękne!
Anna Czajkowska, portal teatrdlawas.pl

„Żabka”, przedstawienie Teatru Animacji z Poznania, prezentowane w ramach Małych Warszawskich Spotkań Teatralnych, adresowane jest do młodych i najmłodszych widzów, choć bez wątpienia spodoba się również dorosłym. Reżyser inscenizacji, Frabrizio Montecchi z Teatro Gioco Vita z Piacenzy, nawiązuje do teatru cieni, ale wprowadza zupełnie nowy, zaskakujący element - grę wielkościami, zmniejszanie i powiększanie obrazu. Spektakl powstał w oparciu o książki nieżyjącego już Maxa Velthuijsa, autora popularnej na całym świecie serii książeczek o Żabce i jej przyjaciołach, które cieszą się uznaniem między innymi ze względu na piękne ilustracje i sposób, w jaki autor opowiada dzieciom o trudnych sprawach. Warto podkreślić, iż Max Velthuijs jest jednym z najbardziej znanych ilustratorów książeczek dla dzieci w Holandii, a w 2004 r. otrzymał nagrodę Hansa Christiana Andersena dla ilustratorów. I właśnie jego kolorowe, rysowane prostą kreską zwierzątka oraz wyraźne w swoim przekazie obrazki posłużyły twórcom spektaklu jako punkt wyjścia.

Spektakl „Żabka”, podobnie jak książki Maxa Velthuijsa, pomaga dzieciom zmierzyć się z niełatwymi tematami, takimi jak miłość, odmienność, akceptacja, nawet śmierć. Oczywiście to tylko bajka, lecz właśnie dzięki bajkom mały człowiek może przyswajać informacje o świecie rzeczywistym, próbować odnaleźć w nim swoje miejsce. Dziecko potrzebuje fikcji i magii, by swobodnie określać swoje potrzeby i wartości.

Witając się z dziećmi animatorzy rozmawiają z nimi, nawiązują bezpośredni kontakt, ale potem szybko wycofują się – zaczyna się magia. Następuje zdecydowane acz umowne oddzielenie stref – z jednej strony widownia, żywo reagująca i zagadująca oraz rozgrywająca się na ekranach, w domkach, rękach aktorów akcja opowieści, na którą młoda publiczność nie ma wpływu. Wyraźnie zarysowane, plastyczne postacie silnie przemawiają do wyobraźni dziecięcej, tym bardziej, iż przestrzeń widowni została tak zaaranżowana, by zmniejszyć dystans między aktorami a najmłodszymi (przygotowano dla nich miękkie poduszki na podłodze). Dzięki temu dzieci czują się swobodniej, łatwiej koncentrują na scenicznych wydarzeniach (choć oczywiście teatralne fotele też lubimy). Nie ma wyraźnie wydzielonej sceny, wszystko jest niemal na wyciągnięcie ręki - rozwieszone na stojakach sznury z klamerkami, wiszące na nich prześcieradła-ekrany, przyczepione do sznurów dziecięce rysunki. Jednym słowem obraz przypominający włoskie podwórko. Jest jeszcze kilka drewnianych skrzynek, które po podświetleniu staną się uroczymi domkami bohaterów bajki.

„Żabka”, to opowieść o grupie przyjaciół, która w codziennym życiu mierzy się ze swoimi lękami, wątpliwościami, niepewnością i kompleksami. Trudne emocje wiążą się z… rozmiarami bohaterów – zwierzątka rosną, gdy ich problemy wydają się nierozwiązywalne. A wszystko to pokazane jest na kolorowych ekranach, rozwieszanych przez aktorów. Nocą, gdy strach zagląda zwierzątkom w oczy, cienie tracą barwę, stają się czarne. „Praca polega na tym, żeby uruchomić grę cieni nie tylko w przestrzeni samego obrazu postaci, ale także w przestrzeni wielkości” - mówi Fabrizio Montecchi, reżyser spektaklu. Teatr kolorowych cieni znakomicie przemawia do dzieci, angażuje wszystkie zmysły. Dodatkowym atutem spektaklu jest piękna, spokojna muzyka. W ten sposób łatwiej mówić o tym, co ważne i ważniejsze. Akceptować samego siebie – rzecz wymagająca i trudna, także dla dorosłych – to podstawa. I nieważne są pozory. Liczy się to, kim się jest. A przecież każdy z nas jest kimś ważnym.

Aktorzy rozmawiają ze swoimi bohaterami – białą Kaczuszką, smakoszem Prosiaczkiem, podróżnikiem Szczurkiem, mądrym Zającem i oczywiście tytułowym bohaterem, Żabką. Po spektaklu zapraszają dzieci do zapoznania się z figurkami bohaterów, lalkami teatru cieni, opowiadają jak nimi poruszać, jak powstaje obraz na ekranie. I pozwalają dotknąć wszystkich rekwizytów!

Mądry, wysmakowany plastycznie, mieniący się kolorami, wzbogacony delikatną muzyką, sprawnie zagrany i radosny spektakl. „Życie jest piękne!” – podsumowują zwierzątka.

Data publikacji:
11.04.2017

Źródło publikacji:
http://www.www.teatrdlawas.pl/

Recenzowany spektakl:
ŻABKA

Życie jest piękne!
Anna Czajkowska, portal teatrdlawas.pl

„Żabka”, przedstawienie Teatru Animacji z Poznania, prezentowane w ramach Małych Warszawskich Spotkań Teatralnych, adresowane jest do młodych i najmłodszych widzów, choć bez wątpienia spodoba się również dorosłym. Reżyser inscenizacji, Frabrizio Montecchi z Teatro Gioco Vita z Piacenzy, nawiązuje do teatru cieni, ale wprowadza zupełnie nowy, zaskakujący element - grę wielkościami, zmniejszanie i powiększanie obrazu. Spektakl powstał w oparciu o książki nieżyjącego już Maxa Velthuijsa, autora popularnej na całym świecie serii książeczek o Żabce i jej przyjaciołach, które cieszą się uznaniem między innymi ze względu na piękne ilustracje i sposób, w jaki autor opowiada dzieciom o trudnych sprawach. Warto podkreślić, iż Max Velthuijs jest jednym z najbardziej znanych ilustratorów książeczek dla dzieci w Holandii, a w 2004 r. otrzymał nagrodę Hansa Christiana Andersena dla ilustratorów. I właśnie jego kolorowe, rysowane prostą kreską zwierzątka oraz wyraźne w swoim przekazie obrazki posłużyły twórcom spektaklu jako punkt wyjścia.

Spektakl „Żabka”, podobnie jak książki Maxa Velthuijsa, pomaga dzieciom zmierzyć się z niełatwymi tematami, takimi jak miłość, odmienność, akceptacja, nawet śmierć. Oczywiście to tylko bajka, lecz właśnie dzięki bajkom mały człowiek może przyswajać informacje o świecie rzeczywistym, próbować odnaleźć w nim swoje miejsce. Dziecko potrzebuje fikcji i magii, by swobodnie określać swoje potrzeby i wartości.

Witając się z dziećmi animatorzy rozmawiają z nimi, nawiązują bezpośredni kontakt, ale potem szybko wycofują się – zaczyna się magia. Następuje zdecydowane acz umowne oddzielenie stref – z jednej strony widownia, żywo reagująca i zagadująca oraz rozgrywająca się na ekranach, w domkach, rękach aktorów akcja opowieści, na którą młoda publiczność nie ma wpływu. Wyraźnie zarysowane, plastyczne postacie silnie przemawiają do wyobraźni dziecięcej, tym bardziej, iż przestrzeń widowni została tak zaaranżowana, by zmniejszyć dystans między aktorami a najmłodszymi (przygotowano dla nich miękkie poduszki na podłodze). Dzięki temu dzieci czują się swobodniej, łatwiej koncentrują na scenicznych wydarzeniach (choć oczywiście teatralne fotele też lubimy). Nie ma wyraźnie wydzielonej sceny, wszystko jest niemal na wyciągnięcie ręki - rozwieszone na stojakach sznury z klamerkami, wiszące na nich prześcieradła-ekrany, przyczepione do sznurów dziecięce rysunki. Jednym słowem obraz przypominający włoskie podwórko. Jest jeszcze kilka drewnianych skrzynek, które po podświetleniu staną się uroczymi domkami bohaterów bajki.

„Żabka”, to opowieść o grupie przyjaciół, która w codziennym życiu mierzy się ze swoimi lękami, wątpliwościami, niepewnością i kompleksami. Trudne emocje wiążą się z… rozmiarami bohaterów – zwierzątka rosną, gdy ich problemy wydają się nierozwiązywalne. A wszystko to pokazane jest na kolorowych ekranach, rozwieszanych przez aktorów. Nocą, gdy strach zagląda zwierzątkom w oczy, cienie tracą barwę, stają się czarne. „Praca polega na tym, żeby uruchomić grę cieni nie tylko w przestrzeni samego obrazu postaci, ale także w przestrzeni wielkości” - mówi Fabrizio Montecchi, reżyser spektaklu. Teatr kolorowych cieni znakomicie przemawia do dzieci, angażuje wszystkie zmysły. Dodatkowym atutem spektaklu jest piękna, spokojna muzyka. W ten sposób łatwiej mówić o tym, co ważne i ważniejsze. Akceptować samego siebie – rzecz wymagająca i trudna, także dla dorosłych – to podstawa. I nieważne są pozory. Liczy się to, kim się jest. A przecież każdy z nas jest kimś ważnym.

Aktorzy rozmawiają ze swoimi bohaterami – białą Kaczuszką, smakoszem Prosiaczkiem, podróżnikiem Szczurkiem, mądrym Zającem i oczywiście tytułowym bohaterem, Żabką. Po spektaklu zapraszają dzieci do zapoznania się z figurkami bohaterów, lalkami teatru cieni, opowiadają jak nimi poruszać, jak powstaje obraz na ekranie. I pozwalają dotknąć wszystkich rekwizytów!

Mądry, wysmakowany plastycznie, mieniący się kolorami, wzbogacony delikatną muzyką, sprawnie zagrany i radosny spektakl. „Życie jest piękne!” – podsumowują zwierzątka.

Data publikacji:
11.04.2017

Źródło publikacji:
http://www.www.teatrdlawas.pl/

Recenzowany spektakl:
ŻABKA

I jak tu się nie zakochać?
Maria Maczuga, kultura.poznan.pl

W pierwszy jesienny wieczór aktorzy Teatru Animacji przywitali publiczność we foyer, żeby po chwili przeprowadzić ją przez drzwi prowadzące na włoskie podwórko.

Nicoletta Garioni, scenograf, zaprojektowała przyjazną przestrzeń. Wypełniła ją drewnianymi skrzynkami, skrzyneczkami, ławeczkami. Na sznurkach rozwiesiła pastelowe, cieniowane płótna, przypięte klamerkami niczym schnące obrusy. Ociepliła światłem lampek, lampionów, latarenek. Umieściła w niej poduchy i kosze na owoce i suchą bieliznę, czym skutecznie zachęciła, by się rozgościć i poczuć jak w domu. Zawiesiła też kilka obrazków w ramkach przedstawiających: Żabkę, Prosiaczka, Kaczuszkę, Zajączka i Szczurka.

Co lubi żabka?

Zwierzątka z portretów ożywił za pomocą niezwykłego teatru cieni Fabrizio Montecchi, reżyser. Widzowie, którzy spodziewali się, że na białym ekranie zobaczą tradycyjny pokaz czarnych płaskich animantów, byli bardzo zdziwieni. Kolorowe i wielowymiarowe postaci opanowują całą przestrzeń. Zielony pan Żabka, ubrany w spodenki w czerwone paseczki, oraz różowy Prosiaczek nie raz wychodzą zza tkanin-ekranów. Biała Kaczuszka, machając skrzydłami, swobodnie lata nad podwórkiem. Ciemną nocą każdy z bohaterów usypia w swoim pomysłowym domku - drewnianej skrzynce z prześwitującą ścianką, która ukazuje wnętrze, jak okno, gdy o zmroku zapali się światło. Zwierzątka to nie tylko ładne wizualnie figury, ale też barwne osobowości. Każdy z bohaterów lubi co innego: Żabka kolor zielony, Kaczuszka latać. Każdy posiada inny talent: Prosiaczek piecze wyśmienite ciasta i ciasteczka, Szczurek doskonale żongluje. Każdy ma inny charakter: Zajączek jest pomocny i mądry, Kaczuszka romantyczna.

Bohaterowie bardzo emocjonalnie przeżywają codzienne, wcale nie banalne wydarzenia. Przygnębiony Żabka nie ma ochoty na kontakt z żadnym z przyjaciół. Chce pobyć sam, dając sobie przyzwolenie na smutek bez powodu, bo przecież każdy raz na jakiś czas popada w melancholię. Szczurek nadchodzi z pomocą. Bezskutecznie próbuje go rozśmieszyć swoimi akrobacjami. Doprowadza do łez wzruszenia piękną grą na skrzypcach. Zaniepokojony Żabka zauważa, że dziwnie łomocze mu serce. Tym razem radą służy Zajączek i diagnozuje zakochanie. Uradowany Żabka nie wie, do kogo żywi to uczucie. Gdy próbuje rozwikłać zagadkę, wywołuje lawinę przygód - czasem zabawnych, innym razem poważnych.

Miłość w rozmiarze S

Postaci sympatycznych zwierzątek ułatwiają artystom dyskusję z małym, a nawet bardzo małym, widzem, o emocjach. Natomiast niewielkie animanty, wykonane z delikatnego półprzezroczystego tworzywa, z ruchomymi elementami warunkują wysublimowany sposób gry, który na blisko godzinę zahipnotyzował publiczność. Ukazujący się na kolorowych ekranach bohaterowie w zależności od przeżyć zmieniają wielkość. Kiedy Kaczuszkę rozpiera szczęście, powiększa się. Żabka staje się malusieńki, gdy nieśmiało wyznaje miłość. Wymiary, plany i perspektywy zmieniają się przez przybliżanie i oddalanie animantów od źródła światła, ale także na skutek manipulowania ekranami. Tkaniny bywają zdejmowane, przewieszane bliżej lub dalej publiczności, czy też celowo poruszane w trakcie animowania postaci. W scenie dotyczącej strachu postaci, te które się boją i ta której się boją, znajdują się na dwóch ekranach usytuowanych po przeciwległych stronach. O trudniejszych emocjach, np. towarzyszących śmierci, twórcy mówią w sposób taktowny, z wyczuciem muskają problem i przechodzą do radosnej sekwencji, by utrzymać pogodny nastrój spektaklu.

Żabce, oprócz zwierzęcych przyjaciół, towarzyszą trzej aktorzy (jednocześnie animatorzy). Dzięki nim błyskawicznie zaciera się granica między światem zwierzęcym i ludzkim, a widzowie czują się mile widzianymi gośćmi. Zwłaszcza maluchy szybko położyły się odprężone na poduchach. Aktorzy w momencie, gdy animują postaci, mimo że występują w efektownych kostiumach w stylu włoskim, stają się niewidoczni. To trzy zwierzątka zabawnie chrapią, każdy w swoim rytmie, a nie dwaj animatorzy. W niektórych scenach mężczyzna i dwie kobiety wysuwają się na pierwszy plan, wyjaśniają i dopowiadają skomplikowane sytuacje oraz emocje.

Miłe towarzystwo, łagodna muzyka, miękkie światło, estetyczna, ciepła przestrzeń i słodycz, którą za każdym razem wnosi pojawienie się łakomczucha Prosiaczka, spowodowały, że goście niechętnie opuszczali przyjęcie u zwierzątek. A zapowiadał się krótki seans. Jeszcze te śliczne prezenty dla publiczności...

Data publikacji:
24.09.2016

Źródło publikacji:
http://kultura.poznan.pl/

Recenzowany spektakl:
ŻABKA

Dotknęłyśmy magii... ("Żabka" Teatr Animacji w Poznaniu)
Tosi Mama, blog
Tak, w minioną sobotę dotknęłyśmy magii. Gdzie? W teatrze! Po raz kolejny wybrałyśmy się do poznańskiego Teatru animacji i po raz kolejny przeżyłyśmy coś niesamowitego. Tym razem nasz wybór padł na nowe przedstawienie (premiera miała miejsce 22 września) "Żabka". Poznański spektakl to adaptacja spektaklu "Ranocchio", który został wystawiony w Teatro Gioco Vita z Piacenzy we Włoszech.

Fabuła oparta jest na opowiadaniach Maxa Velthuijsa (w Polsce wydała je Wilga, ale z tego, co udało mi się ustalić ich nakład się wyczerpał, a szkoda, bo chętnie przeczytałabym je sama), autorzy zaadaptowali na potrzeby sceny cztery książki Frog is Sad, Frog in Love, Frog and the Birdsong, Frog is Frog oraz Frog is Frightened. Powstała z nich niedługa (niespełna godzinna), subtelna, urzekająca i bardzo spójna opowieść.

Wszystko rozpoczęło się jeszcze w foyer Teatru Animacji, zza drzwi wyłonili się aktorzy, którzy poprosili dzieci o stanięcie z przodu. Po krótkim wstępie poświęconemu tytułowemu bohaterowi wszyscy zostali zaproszeni do środka. Naszym oczom ukazała się scenografia zbudowana ze skrzynek oraz materiały rozwieszone na sznurkach, które przywodzą na myśl schnące pranie. Z łatwością można było dostrzec lampki i latarenki, które pojawiły się w niemal każdym zakątku scenografii.
Dzieci usiadły z przodu na materacykach albo niskich ławeczkach, dorośli siedzieli za nimi. się zaczęło. Najpierw przedstawiono wszystkich bohaterów, o każdym powiedziano kilka słów i pokazano jego portret. A potem się zaczęła magia. Żabka została zrealizowana w konwencji teatru cieni, ale nie były to, jak można sobie wyobrazić czarne cienie pokazywane na białych prześcieradłach. Kukiełki były bowiem kolorowe! Aktorzy dokonali rzeczy niesamowitej, z pomocą płaskich kukiełek pokazali świat absolutnie niezwykły. Żabka i jego przyjaciele opanowali całą przestrzeń sceny, raz byli więksi, raz mniejsi. Niektórzy wyfruwali zza pastelowego materiału i latali nad głowami publiczności. Tkaniny, na których obserwowaliśmy cienie, były rozwieszane, przewieszane i zmieniane na oczach widzów. A w zależności od tego, w jakiej odległości od źródła światła były kukiełki, zmieniała się ich wielkość.  Można było uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę! Tosia patrzyła na to z nieskrywanym zachwytem, ja nie mogłam ukryć tego, jak bardzo urzekł mnie ten stosunkowo niedługi spektakl.
Obejrzałyśmy naprawdę cudowne przedstawienie o przyjaźni (bo pierwsze sceny pokazywały nieszczęśliwego Żabkę, którego próbują pocieszyć jego przyjaciele), o miłości (bo Żabka się zakochuje), o śmierci (bo odchodzi jeden z przyjaciół Żabki). Te wszystkie trudne i często skomplikowane kwestie zostały opowiedziane pięknym, subtelnym i zrozumiałym dla najmłodszych językiem. A na koniec każdy widz otrzymał prezent od Żabki i wspaniały prezent od aktorów, którzy zaprosili małych widzów do siebie i opowiadali o kulisach swojej pracy i pozwalali dotknąć kukiełek oraz przyjrzeć się z bliska scenografii!

Chylę czoła przed aktorami, którzy wykreowali przez widzami ten niezwykły świat i cieszę się, że udało nam się do niego wejść.

Źródło publikacji:
http://tosimama.blogspot.com

Data publikacji:
5.10.2016

Recenzowany spektakl:
ŻABKA

Concerto na Żabkę, cienie i Dyzia
Juliusz Tyszka, teatralny.pl

Kolejnym znakomitym twórcą zaproszonym przez dyrektora Marka Waszkiela do współpracy z poznańskim Teatrem Animacji jest Włoch Fabrizio Montecchi, związany z Teatro Gioco Vita z Piacenzy, światowej sławy zespołem, od dziesięcioleci kultywującym i rozwijającym trudną sztukę teatru cieni.

Włoski artysta na miejsce dla swego poznańskiego dzieła wybrał kameralną Salę Witrażową, przy czym całość przestrzeni spektaklu, tzn. i miejsce gry, i siedzenia dla widzów mieszczą się na małych rozmiarów scenie – widownia jest całkowicie niezagospodarowana. Stąd np. premiera w dniu 22 września 2016 roku pokazana została dwukrotnie, o 17.00 i o 18.00, przy czym zagrano ją w dwóch całkowicie różnych obsadach – to z kolei jest następstwem licznych podróży poznańskiego zespołu, z różnymi spektaklami, w różnych kierunkach i personalnych konfiguracjach.

Montecchi postanowił powtórzyć w Poznaniu spektakl Ranocchio (Żabek) z 2009 roku na podstawie dokonanej przez siebie (wspólnie z włoskim scenarzystą Nicolą Lusuardim) adaptacji kilku książeczek dla dzieci, których autorem jest holenderski rysownik i pisarz Max Velthuijs. Z głównym bohaterem jego „małych próz” spotykamy się od razu na początku naszego obcowania z przedstawieniem: najpierw aktor i aktorki zapraszają dorosłych i dzieci do przekroczenia progu Sali Witrażowej, a tam od razu dostrzegamy ustawiony po lewej stronie od wejścia portret Żabki (w języku włoskim rozróżnia się rodzaj męski żaby – ranocchio i rodzaj żeński – ranocchia, my musimy cały czas pamiętać, że bohater spektaklu to „ten Żabka”). Sportretowany jest on nie w przycupniętej, gotowej do skoku typowo żabiej pozycji, lecz na stojąco. Gdy zacznie swoje harce w teatrze cieni jako płaska postać ujęta z profilu, będzie przypominał dinozaura. Coś mi się zdaje, że nieprzypadkowo.

Pięć po szóstej. Jest ciasno. Widzowie usadzani są pieczołowicie w półkolu przez dwie aktorki (Sylwię Zajkowską i Katarzynę Romańską) oraz aktora (Marka Cyrisa). W pierwszych rzędach ułożone są piankowe, podłużne siedziska dla dzieci, za nimi ustawione z lekka amfiteatralnie drewniane ławki dla dorosłych. Teren gry okalają rozwieszone na stojakach sznury. Po lewej i prawej stronie wiszą na nich dwa prześcieradła, obok nich gdzieniegdzie są powieszone dziecięce rysunki na kartkach z brystolu formatu A4. Czy to jest dla nas – małych i dorosłych – sygnał, że oto jesteśmy w świecie dziecięcej wyobraźni? Jeśli tak, to szybko się przekonamy, że jest to, owszem, wyobraźnia trochę dziecięca, lecz z dominującą nutą wysmakowanej, po włosku wyrafinowanej dorosłości. Między tym wszystkim przyczepione są do sznurka klamerki – na razie wolne, ale gotowe na przymocowanie nowych elementów (i tak się stanie podczas spektaklu oraz po nim). Na podłodze stoją drewniane skrzynki, parę skrzynek postawiono wyżej, okażą się później pięknie podświetlonymi domkami bohaterów scenicznej opowieści.

Podczas rozsadzania trwają wstępne, zapoznawcze rozmowy – nawiązywany jest bezpośredni kontakt z siedzącymi tuż obok terenu gry dziećmi. Wśród tych ostatnich wyróżnia się od pierwszych chwil chłopiec (wiem, jak ma na imię, ale dla ochrony danych osobowych nazwijmy go Dyziem) – bardzo śmiały, ruchliwy, rozmowny, siedzący z dala od mamy.

Aktor i aktorki wycofują się tymczasem ze sfery bezpośredniego współdziałania w sferę przedstawiania. Cyris prezentuje widzom postaci Szczura i Zająca. Szczur zna ponoć kilka języków obcych. Będzie się później popisywał tą znajomością, wtrącając w swoje kwestie proste obcojęzyczne zwroty. Podczas prezentacji dwóch przyjaciół Żabki Dyzio wtrąca się, podpowiadając coś aktorowi. Dorośli się śmieją, zaś Cyris, chcąc w miarę szybko zakończyć tę nieoczekiwaną interakcję, chwali chłopca, określając go jako  „naszego małego pomocnika”. Tego było Dyziowi trzeba! Jego namolne, mające na celu zwrócenie na siebie uwagi dorosłych wtrącenia i komentarze, a także wtargnięcia w przestrzeń gry no i agresywne uwagi wobec innych dzieci usiłujących go naśladować i też się głośno odzywających, będą odtąd przeszkadzały aktorom i widzom, stanowiąc coś na kształt „obocznej” akcji spektaklu. Dyzio stanie się tym samym „współtwórcą” prezentacji Żabki w dniu 22 września 2016 roku o 18.00, wbijając się z impetem w starannie przygotowane działania aktorów.

Żabką jest na przemian pacynka, tocząca teraz dialog z animatorką (Chłopiec-Żabka wyznaje, że jest mu smutno, ale nie wie dlaczego), oraz sztywna figurka, która za chwilę zagra w teatrze cieni, za zwiewną tkaniną rozwieszoną w głębi na sznurze. Po raz pierwszy zastosowany tu będzie znany manewr: cienie lalek to rosną, to maleją, zbliżane i oddalane od płótna ekranu.

Szczurek gra Żabce na skrzypcach, Żabka płacze, bo muzyka jest piękna. Z kolei Kaczka, chcąc rozweselić Żabkę, który nie wierzy, że Kaczka może latać, wzlatuje w powietrze i szybuje – najpierw za parawanem, potem animatorka wyskakuje przed płótno i animuje lalkę na oczach widzów, co wywołuje głośne komentarze Dyzia.

Żabka jest niespokojny – bije mu szybko serce (od Zająca dowiaduje się dopiero, że coś takiego w ogóle ma), jest mu a to gorąco, a to zimno. Uczony Zając wyciąga jedyny możliwy, słuszny wniosek: Żabka jest zakochany, tyle że jeszcze nie wie w kim. Gdy Zając wymienia poszczególne kandydatki i kandydatów do bycia obiektem zakochania, Dyzio ostrzega: „Nie wolno się zakochać w chłopaku!” (Proszę: taki mały, a już taki „prawilny”!). Uwagę tę powtórzy jeszcze raz, zachęcony żywym odzewem wśród dorosłych.

Jego „współtworzenie” spektaklu jest od początku denerwujące – aktor i aktorki, powitawszy się przed salą z widzami, a potem rozsadziwszy ich na miejscach, wyraźnie oddzielają sferę swych scenicznych działań od sfery widzowskiej kontemplacji – tak, właśnie kontemplacji, bo akcja Żabki to konkretna opowieść z konkretną, konieczną do przekazania fabułą, a nie „zabawa w teatr” wspólnie z widzami. A dodajmy jeszcze, iż owo przekazanie fabuły odbywa się za pomocą pięknych, wysmakowanych obrazów, skłaniających do pełnej podziwu percepcji, głównie wzrokowej.

Owszem, przestrzeń zaaranżowanej przez Montecchiego sceno-widowni jest niekonwencjonalna, otwarta ku widzom, ale kontakt aktorów z nami jest ograniczony, co daje się do zrozumienia zaraz po rozsadzeniu nas na odpowiednich miejscach. A nasza kontemplacja jest dzięki takim, a nie innym relacjom przestrzennym odpowiednio intensywna, bo dziejąca się przed naszymi oczami akcja niemal nas dotyka. Czy umieszczona w tradycyjnej przestrzeni pudełkowej byłaby tak dla nas „namacalna”?

Dyzio jest bezczelny i namolny, lecz jego aktywność nasuwa pytanie, na które trzeba by odpowiedzialnie odpowiedzieć, obejrzawszy Żabkę już bez niego (lub jemu podobnych): czy jednak wybrany przez Montecchiego i scenografkę Nicolettę Garioni układ „sceno-widowni” nie za bardzo zachęca dzieci do czynnego udziału? No i ponadto na samym początku aktorki i aktor nawiązują jednak bezpośredni, żywy dialog z dziećmi, które później mogą czuć się w ten sposób zachęcone do współpracy. Tymczasem akcja, ograniczona potem do scenicznej narracji za pomocą obrazów-obiektów kontemplacji, jest bardzo wyraźnie oddzielona od możliwości widzowskiego współdziałania. Stąd problem współpracy z siedzącymi czasem o metr od aktorów dziećmi jest jednak dość istotny w tak ukształtowanej sceno-widowni i po zdecydowanie animującym młodych widzów początku. Nie wiem, czy w wymiarze aż tak widocznym (i słyszalnym) jak podczas drugiego premierowego pokazu 22 września, ale z pewnością zauważalnym. Czy zatem można było zrobić coś więcej, by dać dzieciom do zrozumienia, że ta początkowa bezpośredniość musi zostać porzucona wraz z początkiem odgrywania scenicznej fabuły?

Wróćmy do ciągu dalszego akcji: oto wszystkie zwierzęce postaci udają się do swych ślicznie oświetlonych skrzynek-domków i zasypiają, wydając odpowiednie odgłosy.

Kolejny ciekawy chwyt zastosowany w tym momencie to animacja lalek-cieni na widoku – cienie tym razem są „nocne”, czarne i rzucane są na wiszące na „podwórkowych” sznurach „prześcieradło”z prawej strony widowni.

Potem akcja znowu jest „podkręcona” dzięki motywowi nocnych lęków, no i znowu mamy bardzo atrakcyjny, sprawnie zrealizowany pomysł reżysera: przestraszeni Kaczka i Żabka szukają schronienia u Prosiaczka. Stukają do jego drzwi, widzimy tylko połowę skrzynki-domku Prosiaczka, który leży w łóżku, reszta, ta po lewej, jest zasłonięta. Gdy Prosiaczek wpuszcza niespodziewanych nocnych gości, odsłania się lewa połowa domku i widać Żabkę i Kaczkę siedzących już na drugiej połowie łóżka.

Znowu mamy interesujący chwyt plastyczno-animatorski; tym razem jest to gra cieni na dwóch przeciwległych ekranach – to już po pojawieniu się rano Zająca, który wnosi do akcji dozę zdrowego rozsądku i łagodzi żabio-kacze lęki.

W drodze powrotnej do domu nasi bohaterowie natykają się na leżącego łapkami do góry umarłego Kosa – tak oto w łagodnej narracji, wyraźnie dostosowanej do widzów jeszcze przed-szkolnych, pojawia się niespodziewanie motyw śmierci. Natychmiast reaguje na to Dyzio, który głośno podejrzewa, że Kos nie ma serca i dlatego mu nic nie bije. Dalej mamy bardzo piękną, majestatyczną scenę pogrzebu, gdy umarły Kos jest niesiony na czymś na kształt noszy.

Po pogrzebie musi nastąpić szybkie odreagowanie, czyli zabawa. Ciekawie, rzekłbym pociesznie animowane jest przeciąganie liny z Zającem po jednej i resztą bohaterów po drugiej stronie. A na drzewie siedzi i głośno śpiewa nowy Kos! Dyzio ma jeszcze nadzieję, że śmierć nie jest czymś ostatecznym i głośno podejrzewa, że to ten stary, lecz jest to (jak łatwo się domyślić) nadzieja płonna. Któreś ze zwierząt twierdzi, że życie jest wspaniałe, co rozładowuje nieco nastrój, a Kaczka znów raźno wylatuje przed ekran i unosi się w powietrzu tuż przed dziećmi w rękach animatorki, ulokowana w środku trzymanej przez nią lampy.

Dorośli już nie reagują na odzywki Dyzia, chyba mają ich dosyć, ale on sobie nic z tego nie robi.

Żabka w końcu odkrywa, w kim jest zakochany – w Kaczce. Dyzio: „Ja o tym od razu wiedziałem!”. Żabka usiłuje zaimponować Kaczce skakaniem bardzo wysoko, skoro nie może latać, ale Kaczka twierdzi, że Żabka nie musi skakać, bo i tak go kocha (jakoś tak nie wprost to wyznaje). Dyzio: „Będą się całować!”, ale oni się na razie nie całują, tylko szlachetnie przyrzekają sobie, że zawsze będą razem. Potem mamy jednak piękne i miłe zbliżenie typu buzia-buzia (czyli żabia mordka-kaczy dziób), skwitowane przez Dyzia radosnym odgłosem jego paszczą.

Na uroczyste, końcowe przyjęcie rozwieszone są obok „starego”, od początku funkcjonującego sznurka dodatkowe sznurki z kolorowymi, trójkątnymi chorągiewkami. Animowany jest ekran, za którym falują „w tańcu i zabawie” cienie – osiągnięta jest tu pełna dynamika akcji, połączona z ładną grą kolorów. Wypowiedziane też zostaje końcowe przesłanie: to nic, że Żabka i Kaczka są tak różni, bo miłość nie wybiera.

A potem znowu przełamana zostaje bariera bezpośredniego kontaktu: nadchodzi pora na ponowne rozmowy z dziećmi, rozdanie kartek do rysowania, jednym słowem, odchodzi typowa pospektaklowa animacja. Pewnie za chwilę na okalającym scenę sznurku będą zawieszane kolejne dziecięce rysunki.

Dyzio tymczasem umyka, poszukująca go mama głośno go woła (stąd wiem, jak ma naprawdę na imię); w końcu młody „współtwórca” drugiej premierowej Żabki z 22 września zostaje doścignięty i spacyfikowany. Czemu dopiero teraz?

Żabka to, jako się rzekło, spektakl plastycznie wysmakowany i bardzo sprawnie zagrany, bardzo mądrze przekonujący najmłodszych widzów, że życie jest piękne. A słuszność moich wątpliwości może kiedyś sprawdzę, obejrzawszy go z przyjemnością jeszcze raz. Upewnię się jednak najpierw, czy nie ma  na widowni Dyzia.

Źródło publikacji:
http://teatralny.pl/

Data publikacji:
5.10.2016

Recenzowany spektakl:
ŻABKA