KORZENIE I SKRZYDŁA

Adam Domalewski, kultura.poznan.pl

Przygotowania do rodzinnego obiadu. Wracająca w pośpiechu z pracy matka wyciąga mrożonki, a wściekła na wszystko i wszystkich starsza siostra szuka zapamiętale ładowarki do telefonu. Główna bohaterka – Zośka – stara się skrycie wykonać zadanie domowe przyniesione ze szkoły i nakręcić krótki filmik o tym, że jej rodzina jest wyjątkowa. Wspólny posiłek kończy się katastrofą – narastającą frustracją i wzajemnymi pretensjami. Brzmi znajomo? Dla tych, którzy mają w domu nastolatki – i dla nich samych – na pewno tak. I właśnie z myślą o nich powstał w Teatrze Animacji spektakl „Czarna owca, biały kruk” – ciepły, mądry i bardzo sprawnie zrealizowany.

 

Przedstawienie wyreżyserowała Ewa Galica, wespół z Mariuszem Gołoszem będąca też autorką adaptacji. Twórcy sięgnęli po chwaloną książkę April Stevens Figgrotten, przeznaczoną dla młodych czytelników i wydaną u nas trzy lata temu. Spektakl opowiada o rozterkach dziewczyny, która sama siebie nazywa Zgniłką. Jest ona bowiem typową outsiderką: prymuską zainteresowaną ptakami, przesiadującą samotnie na skałach za domem. Nie ma paczki przyjaciół ani modnych ciuchów, cały czas nosi czapkę dokerkę, a zrozumienie znajduje początkowo tylko u szkolnego ogrodnika – podobnego do niej ekscentryka, który rozmawia z roślinami. Zośka zwierza mu się z problemów w szkole, Alek zaś potrafi dodać jej otuchy, korzystając z większego doświadczenia i dystansu do życia objawiającego się nienachalnym poczuciem humoru. Jest jeszcze kościotrup – Lucy – czyli lalka dotrzymująca Zosi towarzystwa, gdy ta po szkole zamyka się w swoim pokoju. Choć pomysł ten brzmi nieco makabrycznie, lalka (animowana wspaniale przez Marcina Chomickiego) wnosi do spektaklu dużo groteskowego humoru i lekkości, stanowiąc antidotum na przeżywane przez Zgniłkę rozterki.

 

A są one niemałe, bo nie chodzi w nich tylko o odrzucenie, ale też o stratę. W pierwszej scenie aktorzy mający na sobie kostiumy i maski przedstawiające kruki wykonują krótką pantomimę. Zośka oswaja te ptaki i uznaje je za swoich przyjaciół. Te kojarzące się niezbyt pozytywnie zwierzęta symbolizują w przedstawieniu śmierć ojca, którą boleśnie przeżywa bohaterka. Oswojenie kruków nabiera więc metaforycznego znaczenia – chodzi o przeżywanie żałoby i konieczność wypełnienia luki po najbliższym członku rodziny. Ojciec nie pojawia się często w rozmowach Zośki, jej matki i siostry, ale jego nieobecność jest aż nadto wymowna. Jego miejsce niejako próbuje wypełnić Alek, który ma z racji wieku większe doświadczenie „w znikaniu” i przejawia dość melancholijny stosunek do życia. On sam także zniknie ze świata Zośki, niejako powtarzając historię związaną z ojcem. Dziewczyna będzie musiała pogodzić się z kolejnym ciosem. W tym sensie metafora czarnych kruków jest nad wyraz trafna – nadlatują one niespodziewanie i przypominają o tych, których już nie ma.

 

Tematyka spektaklu oscyluje więc wokół tematów straty, społecznego niedopasowania oraz niechęci do ludzi. Problemy doświadczane w domu, przede wszystkim brak bliższych relacji z matką i z siostrą, oraz szkolna tresura pogłębiają bolesne poczucie samotności bohaterki. W teatralnym ujęciu kilkukrotnie powracają sceny kłótni przy obiedzie czy nieznośnego odpytywania przez nauczycielkę, tyleż groźną, co śmieszną. Mimo że Zośka jest bardzo dobrą uczennicą i zna odpowiedzi na praktycznie wszystkie pytania, ukazane w krzywym zwierciadle przestarzałe metody pedagogiczne nauczycielki wytwarzają w niej ogromne pokłady stresu. Zośka nie pogrąża się jednak w gniewie czy wrogości do ludzi – twórcom udaje się ukazać na scenie sympatyczną, choć zagubioną dziewczynę. Jej niedopasowanie zostaje stopniowo rozbrojone i złagodzone, gdy w klasie zjawia się nowy chłopak, Piotr. Zośka znajduje z nim wspólny język, jako że łączy ich podobna wrażliwość, ogromna wiedza

oraz zamiłowanie do zwierząt. Piotr pomaga bohaterce zrozumieć, że powinna zaakceptować niedoskonałość swojej rodziny i dostrzec siłę tam, gdzie z pozoru tkwią jej słabości. Choć więc Zośka początkowo wstydzi się swojego niepełnego domu, z czasem odbudowuje relację z matką, zwracając jej uwagę na to, że w ich powierzchownej relacji problemem jest brak prawdziwej otwartości z jej strony.

 

 Podobna dynamika zarysowana zostaje między siostrami. Aśka przeżywa kryzys w związku z nieudanym występem podczas koncertu. Jako starsza siostra wydawała się dotychczas Zośce niedościgniona i niedostępna – porażka zbliża je jednak do siebie. W finale usłyszymy śpiewaną wspólnie przez wszystkich bohaterów piosenkę podsumowującą przesłanie sztuki, mówiące o potrzebie bliskości, szczerości oraz akceptacji dla niedoskonałości. Zakończenie nie jest może zaskakujące, ale jego muzyczna celebracja dodaje całości pozytywnej energii i nieco sentymentalnego uroku.

 

„Czarna owca, biały kruk” to przedstawienie naprawdę udane, niewdzięczące się do widza, ale podejmujące ważne i trudne tematy w atrakcyjnej formie. Niewielkimi środkami udało się zbudować w nim efektowną scenografię, która – wykorzystując teatralny skrót – nie jest zgrzebna, lecz przyciąga uwagę. Pokój Zośki, skały za domem, żywopłot w pobliżu szkoły – wszystkie te miejsca za sprawą Karoliny Krot zyskały ciekawą oprawę plastyczną. Świetna jest także wspomniana lalka-kościotrup, która dzięki odczepianej czaszce pozwala na włączenie jej w liczne zabawne choreografie, opracowane przez Andrzeja Michalskiego. Znakomici są wreszcie aktorki i aktorzy: Zuzanna Łuczak-Wiśniewska jako Zośka, Magdalena Dehr w podwójnej roli matki i nauczycielki, Alicja Helfojer jako Aśka, Artur Romański kreujący postać ogrodnika oraz Marcin Chomicki grający Piotra. Wszyscy zbudowali przekonujące, charakterystyczne postaci, które są w stanie przyciągnąć uwagę i zaintrygować młodego widza.

 

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element spektaklu. Choć tytuł odwołuje się do znanych frazeologizmów mających metaforyczne znaczenie, to spektakl w wielu fragmentach już całkiem dosłownie odnosi się także do relacji ludzi z przyrodą. W tym, jak zostały na scenie potraktowane rośliny i zwierzęta, także tkwi pewna wartość pedagogiczna. Czarna owca i biały kruk tworzą zestawienie na zasadzie przeciwieństwa, jednak w przedstawieniu pojawiają się „zwykłe” czarne kruki. Zośka – podobnie jak Piotr – ma świetny kontakt z otaczającą ją naturą. Całość poszerza dzięki temu swoją perspektywę także na relację między ludźmi a środowiskiem przyrodniczym. Skały za domem dają wytchnienie, podobnie jak żywopłot przy szkole – twórcy wyraźnie podkreślają, że ostoją dla ludzi, zwłaszcza tych w trudnym położeniu, zawsze może być świat roślin i zwierząt. Biologiczna podstawa wszystkich bytów, także ludzi, zostaje zaś zaakcentowana przez Zgniłkę podczas jednego z jej słodko-gorzkich dialogów z – nieżywą bądź co bądź – lalką Lucy. Dzięki humorowi najnowszej premierze Teatru Animacji nie brakuje dystansu, a przez to wiarygodności w mówieniu o rzeczach ważnych: komunikowaniu się z innymi, przezwyciężaniu odosobnienia i prawie do niedoskonałości.

Autor: Adam Domalewski, kultura.poznan.pl

Data publikacji: 15.07.2025

Źródło: https://www.poznan.pl/mim/wortals/cik/news,1200/korzenie-i-skrzydla,256628.html

Recenzowany spektakl: CZARNA OWCA, BIAŁY KRUK

Inne recenzje

„Czarna owca, biały kruk, reż. Ewa Galica, Poznański Teatr AnimacjiKonkursowy nurt festiwalu otworzył spektakl, który od ...”
Ania Kruk, "Teatr Lalek" Pismo,
czytaj całą recenzję
„Drugi dzień VII Festiwalu Prapremier w Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu rozpoczął się prezentacją pierwszego spektakl...”
Ania Kruk, "Teatr Lalek" Pismo,
czytaj całą recenzję
„Czegóż tu nie ma! Jest niepełna rodzina, bez ojca (zmarłego, a nie rozwiedzionego), konflikty między zabieganą (siłą rze...”
Juliusz Tyszka, teatralny.pl,
czytaj całą recenzję